31 stycznia 2013

Haul #3

Witajcie po długiej przerwie :) Niestety, ostatnie dni uniemożliwiły mi totalnie zajmowanie się moim blogiem oraz odwiedzanie Waszych... Ale już wracam i mam nadzieję, że takie sytuacje nie będą się pojawiały zbyt często. 

Dziś pora na haul. Bardzo skromny, ale jest :) Zgodnie z postanowieniem, stale zużywam zapasy i nie kupuję nic poza tym, co konieczne. 


Tym razem mam do pokazania tylko zakupy z Avonu. W związku z tym, że moja odżywka do włosów Ziai prawie dobiła dna, zostałam zmuszona do zakupu nowej.


Tak oto moje zbiory kosmetyczne powiększyły się o Pielęgnującą odżywkę z marokańskim olejkiem arganowym oraz Maseczkę z olejkiem arganowym. Choć potrzeba mi tylko odżywki, to skusiłam się również na zakup maski, głównie dlatego, żeby sprawdzić jak będą się sprawowały w duecie :) Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ich zapach no i opakowanie :) Ładnie razem wyglądają, ale to tak na marginesie :D


Od swojej konsultantki dostałam również dwie próbki nowości, co mnie niezwykle cieszy :D Pierwsza to nowy zapach Avon Sensuelle. Nie otwierałam go jeszcze, ale na stronie w katalogu pachnie bardzo ładnie :) Druga to Upiększający krem-podkład BB. Pełnowymiarowego produktu raczej nie kupię, gdyż nadal planuję zakup oryginalnego kremu BB, ale nauczona doświadczeniem, niczego nie przesądzam :D Zobaczymy jakie będą moje wrażenia po użyciu próbki.

Ogółem podoba mi się nowy katalog (3/2013) i muszę się bardzo hamować, aby dotrzymać postanowienia i nie zrobić dużego zamówienia :D 

***

Przy okazji zapraszam Was na bloga Kornelii i do wzięcia udziału w jej rozdaniu [klik]. Ja oczywiście biorę udział :D Może mi się poszczęści :) Przyznam, że ilość nagród powaliła mnie na kolana :)


Pozdrawiam,
Asia.

20 stycznia 2013

Wibo Glamour Nails nr 3 - prezentacja lakieru

W tym lakierze zakochałam się od pierwszego wejrzenia :) Mam słabość do czerwieni na paznokciach :)

Seria Wibo Glamour Nails zawiera pięć odcieni. Pozostałe cztery możecie zobaczyć tutaj: [klik]. Mnie osobiście podobają się wszystkie i bardzo prawdopodobne jest, że kiedyś je zakupię.

Bohaterem dzisiejszego posta jest lakier o numerze 3 :)


Pierwsze, co rzuca się w oczy to ciekawa buteleczka :) Moim zdaniem jest bardzo ładna :)


Kolor bazowy to czerwień. Zawiera dużo złotych drobinek. W zależności od kąta padania światła lakier wydaje się czerwony lub lekko pomarańczowy, co widać na powyższym zdjęciu. 


Pędzelek jest bardzo wygodny, konsystencja lakieru również. Łatwo i szybko maluje się nim paznokcie. 


Ja nałożyłam dwie warstwy. Czas schnięcia jest stosunkowo krótki. Ja zawsze czekam około 5-10 minut między nałożeniem jednej a drugiej warstwy i taki czas jest odpowiedni.


Bardzo cieszę się, że mam ten lakier w swojej kolekcji :) Ładnie prezentuje się na paznokciach szczególnie teraz, zimą :)

Polecam go wszystkim miłośniczkom czerwieni na paznokciach :)

Pozdrawiam,
Asia.

19 stycznia 2013

Moje produkty do pielęgnacji ust

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię posty, w których dziewczyny pokazują swoje kosmetyczne zbiory :) Zawsze można coś ciekawego podejrzeć, czymś się zainspirować...

Dzisiaj przedstawię Wam wszystkie moje kosmetyki, których używam do pielęgnacji ust. Jest ich dość sporo, gdyż po pierwsze lubię je kupować, a po drugie pomadki ochronne służą mi na co dzień. Nie lubię szminek ani błyszczyków, więc wykończeniem każdego makijażu są dla mnie właśnie zwykłe balsamy do ust.


Moje produkty do pielęgnacji ust przechowuję w blaszanym pudełeczku, w którym kiedyś był zegarek :) Dzięki temu mam je w jednym miejscu i nie muszę ich szukać po wszystkich szufladach :)

Dzielę je na dwie kategorie:
- codziennie i stale używam pomadek ochronnych w sztyfcie - wybieram sobie jedną, na którą mam największą ochotę danego dnia :)
- na noc, kiedy jestem w domu i mam czyste ręce używam balsamów w puszeczkach - wtedy nie przeszkadza mi nabieranie ich palcami


Tak, tak, wiem, jak to wygląda :D Ale zapewniam Was, że wszystko ze mną w porządku :D Jestem po prostu fanką pomadek Nivei i mam za cel zakupienie wszystkich dostępnych rodzajów. Obecnie posiadam te widoczne na zdjęciu i wszystkie bardzo lubię.

Najczęściej kupuję je na promocji, za 6zł, jako dodatek do zakupów i tak moje zbiory się powiększają :) Moich ust nie wysuszają, dają delikatny kolor na i ładnie pachną. 

NIVEA HYDRO CARE


Przypuszczam, że pojawi się niebawem w projekcie denko, gdyż mam ją najdłużej i już powoli mi się kończy. Na ustach jest bezbarwna i jako jedyna nie ma specjalnego zapachu ani smaku. 

NIVEA MILK&HONEY


Pokazywałam ją w pierwszym haul'u i jest ze mną najkrócej. Na ustach jest bezbarwna, ładnie pachnie miodem i mlekiem. 

NIVEA OLIVE&LEMON


Podobnie jak jej poprzedniczki, na ustach jest bezbarwna. Ślicznie, świeżo pachnie. Bardzo ją lubię :)

NIVEA FRUITY SHINE STRAWBERRY


Nadaje ustom delikatny, czerwonawy blask i pachnie truskawkami :) Ma delikatne drobinki, ale na ustach ich nie widać :)

NIVEA VITAMIN SHAKE CRANBERRY&RASPBERRY


Moja ulubiona :) Na ustach pozostawia różowy blask, ślicznie pachnie żurawiną i maliną :) Usta wyglądają po niej naprawdę bardzo ładnie :)

NIVEA SOFT ROSE


Kupiłam ją z sentymentu, gdyż jej poprzednia wersja była moją pierwszą pomadką ochronną, którą używałam w gimnazjum :) Chciałam sobie przypomnieć jej delikatny, różany zapach. Na ustach pozostawia kolor pudrowego różu.

ORIFLAME ESSENTIALS WEATHER PROTECTIVE LIP BALM


Rodzynek wśród pomadek w sztyfcie :D Dostałam go jako gratis do zamówienia. Na ustach jest bezbarwny, pachnie kremowo. Z pewnością zużyję, ale nie wiem, czy sama bym go kupiła :)

CARMEX MIĘTOWY


Uwielbiam :) Choć moją ulubioną wersją jest ta podstawowa w sztyfcie, to tę również bardzo lubię :D Pachnie jak guma do żucia, no i oczywiście, jak to Carmex, chłodzi usta. Używam regularnie :)


Posiadam trzy produkty do ust w słoiczkach :)

NIVEA LIP BUTTER CARAMEL CREAM


Tak, znowu Nivea :D Bardzo hamuję się przed zakupem kolejnych wersji zapachowych słynnych już masełek do ust :) Na razie mam karmelową i uwielbiam ją, choć staram się oszczędzać, gdyż pozostałe balsamy są starsze i czekają na zużycie :) Recenzja tutaj: [klik].

ORIFLAME WIŚNIOWY "MIODEK"


Tak, to jest miodek z Oriflame, ale przełożony do innego opakowania :) Musiałam to zrobić, gdyż zależy mi na jego zużyciu, a oryginalne opakowanie jest bardzo małe i ciężko nabierać z niego produkt na palce, szczególnie przy długich paznokciach. Bardzo dobrze nawilża, ślicznie pachnie wiśniami, ale nie uważam, aby był to produkt nie do zastąpienia :)

LOVELY NATURAL LIP BALM


Zakupiłam z ciekawości :) Ma bardzo podobny skład do Carmexu oraz bardzo podobne działanie. Pachnie także bardzo podobnie. Jedynie konsystencja jest inna. Produkt Lovely jest niezwykle twardy i nie topi się zbytnio pod wpływem ciepła palców, ale dzięki temu jest bardzo wydajny. Podobno ma zapobiegać powstawaniu opryszczki i rzeczywiście, jeśli używam go regularnie, opryszczka się nie pojawia (podobnie jak podczas używania Carmexu :))


Jak już wspomniałam, nie lubię używać błyszczyków, ale czasem kupuję je z ciekawości. Obecnie moja kolekcja jest niezwykle skromna.

LIP SMACKER STRAWBERRY LIMEADE


Słynny smackers :D Lubię go używać latem, gdyż pięknie pachnie i dobrze smakuje :D Nadaje ustom ładny, mokry wygląd, nie lepi się oraz nie wysusza ust. Kuszą mnie inne wersje smackersów, ale jak dotąd skutecznie się im opieram :) 

ESSENCE MINI LIPGLOSS SET


Zestaw idealny dla mnie :) Kto interesuje się firmą Essence wie, że te zestawy błyszczyków były dostępne od kwietnia 2011. Wtedy zakupiłam obie wersje (anielską - zwierającą błyszczyki w kolorach nude i tą widoczną na zdjęciu - diabelską). Jako że źle się czuję w kolorach nude, zestaw anielski sprzedałam. Lubię te błyszczyki za to, że są malutkie i jest szansa, że kiedyś je zużyję. Ponadto ładnie pachną i wysuszają ust. Niestety nie są już dostępne w sprzedaży.

No to już wszystko :) Wiem, że mam tego sporo, ale nic na to nie poradzę. Poza tym mam bloga kosmetycznego, więc muszę mieć sporo kosmetyków, żebym mogła Wam tu coś pokazywać :D

Teraz tak cichutko i potajemnie wspomnę, że być może uda mi się spełnić moje marzenie i zdobyć produkty marki Lush, również te przeznaczone do ust. Ale ciiii :D

Pozdrawiam,
Asia :))

18 stycznia 2013

Kojące mleczko do ciała na dobranoc - recenzja

Od zawsze wiadomo, że kobiety lubią stosować kosmetyki, które w założeniu są przeznaczone dla dzieci. Dowodem na to może być chociażby słynny krem Bambino, o którym pisałam tutaj: [klik].

Przyznam, że do zakupu mleczka, które jest głównym bohaterem tego posta, skusiła mnie obietnica zapachu lawendy ułatwiającego zasypianie :)

JOHNSON'S BABY BEDTIME - KOJĄCE MLECZKO DO CIAŁA NA DOBRANOC 


"Wiemy, jak ważny jest spokojny sen dziecka. Dlatego opracowaliśmy rytuał na dobranoc o działaniu potwierdzonym klinicznie, który wspomaga spokojny sen Twojego dziecka. Produkt zawiera NaturalCalm, opatentowane połączenie relaksujących aromatów".


Produkt zamknięty jest w wygodnej butelce z ładnymi lawendowymi akcentami kolorystycznymi :) Butelka dobrze leży w dłoni, nie ślizga się i ma odpowiednie wymiary, przystosowane do kobiecej dłoni. 


Konsystencja mleczka jest bardzo lekka, dzięki czemu dobrze rozprowadza się na skórze i niesamowicie szybko się wchłania. 


Sam zapach jest rzeczywiście lawendowy, ale nie jest to moim zdaniem zapach czystej, naturalnej lawendy. Porównałabym go do lawendy perfumowanej :) Nie jest ani zbyt intensywny, ani przesadnie delikatny. Wyczuwalny podczas aplikacji i przez następne kilka godzin. Ja nakładam go na wieczór i pachnę nim cały czas aż do zaśnięcia. Rano jest wyczuwalny, ale już bardzo delikatnie. Przy regularnym stosowaniu zapach przechodzi na piżamę i pościel.

Skóra mojego ciała jest normalna. Bardzo rzadko doświadczam przesuszeń, czy podrażnień. To mleczko jest idealne, szczególnie gdy zależy mi na czasie i potrzebuję czegoś, co szybko się wchłonie. Moją skórę nawilża dostatecznie i pozostawia ją gładką, a jednocześnie nadaje jej zdrowy, ładny połysk. Myślę, że do skóry suchej mógłby okazać się zbyt delikatny, głównie przez to, że jego konsystencja jest naprawdę bardzo lekka.

Nie piecze, jeśli nałożymy go na skórę po depilacji. Nie pozostawia na skórze lepkiej warstwy.

Czy ułatwia zasypianie? Ciężko powiedzieć. Z pewnością relaksuje i lubię czuć jego zapach wieczorami. Kojarzy mi się z czasem, który mogę poświęcić tylko dla siebie. Nie powiedziałabym jednak, że powieki kleją mi się zaraz po jego użyciu :D Pragnę zaznaczyć, że ja ogólnie jestem oporna jeśli chodzi o zasypianie i najwięcej energii mam właśnie wieczorami i nie pomagają mi nawet herbatki ułatwiające zasypianie :D


Plusy:
+ przyjemna, lekka konsystencja
+ szybko się wchłania i nadaje skórze ładny blask
+ nie podrażnia
+ nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze
+ relaksujący zapach lawendy
+ wygodna butelka

Minusy:
- mógłby okazać się zbyt lekki dla osób posiadających skórę suchą

Pojemność: 300ml
Cena: około 14zł
Dostępność: drogerie, supermarkety
KWC: [klik]
Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Carbomer, PEG-75 Lanolin, Ceteareth-6, Caprylyl Glycol, Stearyl Alcohol, p-Anisic Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Citric Acid, Disodium EDTA, Sodium Benzoate, Parfum.

Zużyję go z wielką przyjemnością :) Myślę, że jest warty polecenia jako zapachowy umilacz zimowych wieczorów :)

Pozdrawiam, 
Asia.

17 stycznia 2013

Kilka słów wyjaśnienia

Nie lubię wprowadzać ludzi w błąd, dlatego czuję się zobowiązana do napisania tego posta :)

Rzecz tyczy się składu żelu pod oczy firmy Essence. 

Jak wspomniałam w poprzednim poście, na składy kosmetyków w większości uwagi nie zwracam i przestaję używać kosmetyku dopiero wtedy, kiedy zauważam jego szkodliwe działanie.

Pierwszy i chyba ostatni raz zwróciłam uwagę na skład i jak zwykle trafiłam chyba na pechowe źródło :)

Informacja o szkodliwości Propylene Glycol, którą zamieściłam w poście pochodziła stąd: [klik].

Jedna z Czytelniczek mojego bloga podała mi to źródło: [klik], które twierdzi coś zupełnie innego.

Tak naprawdę nie pisałabym tego posta, gdyby nie fakt, iż sprawdziłam skład żelu pod oczy firmy Flos-Lek, który używam systematycznie i on również na drugim miejscu w składzie ma Propylene Glycol, a nie zauważyłam, aby w jakikolwiek sposób podrażniał mi oczy.

To nasunęło mi wniosek, że być może żel pod oczy firmy Essence również nie podrażnia oczu, skoro Flos-Lek tego nie robi, a wręcz przeciwnie, łagodzi moje często zmęczone i przesuszone powieki.

Dodam tylko, że zdecydowałam się napisać moje spostrzeżenia i zastrzegam, że to nie była do końca recenzja, gdyż nie testowałam żelu Essence i odrzuciłam go tylko i wyłącznie na podstawie znalezionych informacji.

Składy kosmetyków są tematem dość spornym i dlatego uważam, że każdy powinien analizować je we własnym zakresie, lub stosować moją metodę czyli "odstawiam jak zaszkodzi" :)) Ja do niej powracam, a jeśli kiedykolwiek będę zainteresowana składem to będę korzystała ze źródła podanego przez moją Czytelniczkę, gdyż wydaje się być rzetelne.

Los żelu Essence jeszcze przemyślę, ale skoro Flos-Lek nic mi nie robi to myślę, że Essence również nie zaszkodzi.

Tamten post oczywiście usunęłam, gdyż nie będę robiła firmie Essence antyreklamy, skoro ten składnik nie jest tak szkodliwy, jak przedstawiło go podane przeze mnie źródło :)

Mam nadzieję, że zrozumiecie tego posta :) Po prostu nie lubię zostawiać takich spraw bez mojego odzewu, skoro prowadzę tego bloga i ZAWSZE staram się pisać szczere i rzetelne recenzje :)

Pozdrawiam, 
Asia :)

15 stycznia 2013

Nowości Essence - wiosna/lato 2013

źródło:[klik]

Moja znajomość z marką Essence trwa już dość długo :) Swego czasu (na początku mojej kosmetykomanii :D) bywałam w Naturach bardzo często, a wśród moich zbiorów kosmetycznych przewaga produktów Essence była widoczna gołym okiem :D

Obecnie mam już coraz mniej ich kosmetyków, ale sentyment pozostał :)

Nadal śledzę wszystkie edycje limitowane i nowości pojawiające się w sklepach dwa razy do roku :)

Dziś rano zauważyłam na blogu prowadzonym przez Lusterko Em (którą uważam za specjalistkę w dziedzinie kosmetyków Essence :D) posta, dotyczącego nowości wprowadzanych do szaf na wiosnę tego roku. Nie będę kopiować zdjęć, dlatego zapraszam Was do tego przeczytania tego posta: [klik].

Niezmiernie cieszę się z ponownego wprowadzenia Twinsów i te z pewnością zakupię :D Interesują mnie również nowe toppery i ozdoby do paznokci :D 

Jestem ciekawa jak będą się sprawowały "kremy BB". Planuję zakup oryginalnego kremu BB, więc nie wiem, czy skuszę się na te proponowane przez Essence, ale z pewnością będę śledziła recenzje.

Pewnie moja lista planów jeszcze wielokrotnie będzie poddana weryfikacji, ale mimo wszystko myślę, że prezentowane nowości są warte uwagi :)

Dobrze, że do momentu wprowadzenia nowości mamy jeszcze trochę czasu, gdyż obecnie nie mam w planach żadnych zakupów :D Zużywam wszystko, co mi zalega w szafkach, aby na wiosnę poszaleć w sklepach :D Nie mogę się już doczekać :D

A Wy lubicie kosmetyki Essence? Co z wprowadzanych nowości wpadło Wam w oko? :)

Pozdrawiam,
Asia.

14 stycznia 2013

Głęboko odżywczy krem do rąk i stóp - recenzja

Dzisiejszy post będzie o małym, niepozornym kremiku, który z pewnością zasługuje na uwagę, szczególnie zimą :)

ZIAJA - GŁĘBOKO ODŻYWCZY KREM DO RĄK I STÓP


"Zapobiega pękaniu oraz nadmiernemu rogowaceniu naskórka. Doskonale zmiękcza, przywraca skórze gładkość i elastyczność".

W optymistycznym, pomarańczowym słoiczku zamknięty jest bardzo gęsty, tłusty krem :)


Ze względu na swoją bogatą konsystencję trzeba poświęcić dłuższą chwilę na jego wsmarowanie w skórę. 


Nie można liczyć na to, że wchłonie się w całości. Skóra po jego aplikacji jest bardzo natłuszczona. Mnie osobiście to nie przeszkadza, gdyż używam go wyłącznie na noc.


Zapach ma delikatny, przyjemny, kremowy. 

Ja używam go tylko do stóp. Nakładam na nie solidną warstwę tego kremu i nakładam skarpetki. Rano skóra na stopach jest gładka i nawilżona.

Przy regularnym stosowaniu utrzymuje się wysoki poziom nawilżenia, a skóra na piętach nie pęka. W moim przypadku zmniejszyła się również skłonność do odcisków.

Pragnę zaznaczyć, że staram się regularnie wykonywać domowy pedicure, złuszczać naskórek różnymi peelingami i nie mam dużych problemów ze skórą stóp. Ten kremik ma głównie nawilżać oraz utrzymywać gładkość i miękkość.

Moim zdaniem jest zdecydowanie zbyt tłusty, aby używać go jako krem do rąk na co dzień. Myślę jednak, że mógłby się sprawdzić do nocnego nawilżania silnie przesuszonych i popękanych dłoni. 

Nie polecałabym go jako krem do używania w letnie miesiące. Za to na zimę jest idealny :)


Plusy:
+ silnie nawilża przesuszoną skórę
+ przy regularnym stosowaniu utrzymuje miękkość i gładkość
+ zapach
+ wydajność

Minusy:
- brak

Pojemność: 50ml
Cena: około 5zł
Dostępność: nie jestem pewna, czy jest dostępny w drogeriach, z pewnością można go dostać w sklepach firmowych Ziai, ja zakupiłam go tutaj: [klik]
KWC: [klik]
Skład: Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cera Microcristallina (Microcrystalline Wax), Paraffin, Aqua (Water), Helianthus Annuus, (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Glycerin, Cetyl Alcohol, Ceresin, BHA, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum (Fragrance), Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Limonene, Hydroxycitronellal, Citral, Amyl Cinnamal, Citric Acid.

Jest to mój ulubiony krem do stóp, szczególnie zimą. Mam już zakupione kolejne opakowanie :)

Pozdrawiam,
Asia.

11 stycznia 2013

Tygodniowa kuracja przeciwzmarszczkowa w ampułkach - recenzja

Jakiś czas temu pokazywałam Wam, że zakupiłam tygodniową kurację od Rival de Loop. Był to trzeci raz, kiedy sięgnęłam po ten produkt. Przez ostatnie siedem dni nakładałam go na swoją twarz, aby móc przypomnieć sobie jego działanie i napisać tutaj o nim parę słów.

RIVAL DE LOOP TYGODNIOWA KURACJA PRZECIWZMARSZCZKOWA W AMPUŁKACH


"Kuracja efektywnie i intensywnie pielęgnuje suchą skórę wymagającą ukojenia i już po paru sekundach nadaje twojej skórze uczucie świeżości i delikatności. Wygładza suche fałdki, a dzięki jojobie i olejkowi migdałowemu chroni skórę przed wysuszeniem. Połączenie witamin A, E i F przyspiesza proces regeneracji skóry. Przy regularnym stosowaniu wysokogatunkowa witamina E chroni przed wolnymi rodnikami i jednocześnie hamuje zależny od światła proces starzenia skóry".

Kosmetyk składa się z siedmiu ampułek zamkniętych w opakowaniu, które przypomina mi listek tabletek ;)


Ampułkę, która wygląda jak rybka, bardzo łatwo wycisnąć z opakowania. Jest miękka, ale nie na tyle, aby pęknąć.


Po odcięciu ogonka rybki nie musimy się martwić, że od razu cała zawartość wypłynie nam na dłoń, co uważam za plus, bo nie lubię, gdy olejek wydobywa się nieproszony z opakowania. Pragnę zaznaczyć, że ogonek odcinam nożyczkami, a nie urywam, jak zaleca producent. Jest tak po prostu szybciej i łatwiej, a poza tym ukręcanie im ogonka nie jest proste, dlatego polecam nożyczki.


Olejek jest tłusty, ale nie przecieka między palcami, oraz nie cieknie nam po całej twarzy podczas aplikacji. Ma delikatny, moim zdaniem przyjemny zapach, ale osobiście czuję go tylko w czasie nakładania na skórę.


Nakładałam go na noc, zgodnie z zaleceniami producenta na oczyszczoną i stonizowaną twarz. Zaleca on również nakładanie kremu po wchłonięciu się zawartości ampułki, czego nie robiłam, gdyż chciałam sprawdzić tylko jej działanie, bez wspomagania kremami.

Pierwszego dnia moja skóra wchłonęła całą zawartość ampułki. Każdego kolejnego troszkę olejku zostawało na twarzy i po jej dotknięciu miałam tłuste palce, nie zauważyłam jednak, aby ubrudził mi pościel.

Za każdym razem, gdy nakładałam go na twarz czułam, jak łagodzi wszystkie podrażnienia i niweluje uczucie przesuszenia. Rano skóra nadal była nawilżona i pozostawała taka przez cały dzień. Nie zauważyłam żadnych nowych wyprysków podczas jego stosowania. Ponadto, przez nawilżenie skóry twarzy zmniejszył widoczność moich pierwszych zmarszczek mimicznych, które mam głównie na czole.

Oczywiście, ze względu na wiek, nie potrzebuję jeszcze silnego działania przeciwzmarszczkowego. Mimo wszystko zawsze decyduję się na tę wersję, gdyż jej siostra, kuracja nawilżająca (niebieska), nie przypadła mi do gustu i moim zdaniem nawilża zdecydowanie mniej.

Na koniec pragnę wspomnieć, że latem przy okazji kupna tej kuracji dla siebie, zafundowałam ją również mamie, gdyż była ciekawa jej działania. Moja mama pracuje głównie w terenie, więc latem jest narażona na działanie słońca, co kończy się silnie przesuszoną skórą. Konsekwencją tego były również pierwsze zmarszczki na dekolcie. Po trzeciej aplikacji zaczęły stopniowo zanikać, a na zakończenie kuracji zniknęły praktycznie całe i nie wróciły do dziś. Efekt był tak zauważalny, że zwróciły na to uwagę jej koleżanki z pracy i w efekcie musiałam zrobić sobie wycieczkę do Rossmanna w celu zakupienia kilku opakowań również dla nich :D 

Plusy:
+ silnie nawilża skórę
+ łatwo aplikuje się na twarz
+ niweluje drobne zmarszczki
+ efekt utrzymuje się po zakończeniu kuracji
+ delikatny zapach

Minusy:
- brak

Pojemność: 7 ampułek po 0,38ml
Cena: 6,99
Dostępność: Rossmann
KWC: [klik]
Skład: Simmondsia Chinesis Seed Oil, Octyldodecanol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Trilinolein, Parfum, Triolein, Tripalmitin, Trilinolenin, Tristearin, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Tocopherol, Glyceryl Oleate, Citric Acid.

Kiedyś z pewnością skuszę się jeszcze na ich zakup. W najbliższym czasie planuję spróbować nakładać olejek Alterry na twarz, a następnie zakupić inne, również polecane ampułki do twarzy Dermogal A+E.

Pozdrawiam,
Asia.

10 stycznia 2013

Studniówkowy Manicure - moje propozycje

Jak wszyscy dobrze wiedzą, styczeń to nie tylko okres karnawału, ale również czas studniówek. W związku z tym postanowiłam przygotować posta z moimi propozycjami na studniówkowy manicure.

Szukając inspiracji przypomniałam sobie czas, w którym miałam studniówkę i to, jakie kolory sukienek były wybierane najczęściej przez moje koleżanki. Oprócz klasycznej czerni pojawiały się również róże, niebieskości oraz czerwienie. 

Stworzyłam cztery propozycje :)

KLASYCZNY FRENCH MANICURE


Na początek klasyka, która pasuje do każdej kreacji. Żeby nie było całkiem nudno dodałam naklejki na palec serdeczny i kciuk. Są to naklejki, które polecam. Sprawdziłam je już nie raz i w różnych warunkach, utwardzone top coatem są nie do zdarcia.

Lakiery, których użyłam: 
- Miss Selene - nr 104
- Oriflame Savannah - odcień Soft Freesia (już niedostępny, ale możecie go zamienić jakimkolwiek lakierem do french manicure)
- Essence French Glam Nail Stickers - nr 03 nothing but french


FUKSJA


Kolejna propozycja pasuje moim zdaniem do sukienek różowych, fioletowych oraz czarnych. Jest kolorowa, nieco odważniejsza i z pewnością rzucająca się w oczy :) Na kciuku oraz palcu serdecznym zrobiłam drobne zdobienie czarnym lakierem, a w kącik dodałam różową ozdobę. Można zastąpić ją zwykłą kropką fioletowego lakieru lub brokatu.

Lakiery, których użyłam:
- Miss Sporty, Clubbing Colours - nr 347
- ozdoby do paznokci kupione w Klubie Dla Ciebie dawno temu :) (możecie zastąpić innymi ozdobami do paznokci, które można dostać w wielu drogeriach i hurtowniach kosmetycznych oraz w internecie, ewentualnie możecie zakupić kryształki na paznokcie firmy Essence - 02 Milky Way [klik])
- Essence Vampire's Love - nr 05 hunt me if you can + pędzelek (niestety nie ma go na zdjęciu)

NIEBIESKOŚCI


Następna propozycja to połączenie niebieskiej bazy oraz niebiesko-zielonego brokatu. Ten manicure bardzo ładnie prezentuje się w sztucznym oświetleniu.

Lakiery, których użyłam:
- Miss Sporty Clubbing Colours - nr 320
- Essence Colour&Go - nr 78 blue addicted (już niedostępny, ale możecie zastąpić go Nail Art Nail Colour3 firmy Essence - nr 01 midnight date [klik])

ORYGINALNA CZERŃ


Ostatnia propozycja jest moim zdaniem dość ciekawa i pasuje do wielu kreacji. Dzięki słynnym flejksom My Secret czarny lakier nabiera głębi i zmienia się w zależności od kąta padania światła. Mnie udało się uchwycić na zdjęciach głównie czerwony odcień, ale w rzeczywistości możemy zauważyć również kolor zielony i żółty.

Lakiery, których użyłam:
- Essence Vampire's Love - nr 05 hunt me if you can (była to edycja limitowana i już jest niedostępny, ale można go zastąpić jakimkolwiek czarnym lakierem)
- My Secret - nr 104


Moim zdaniem obie propozycje sylwestrowego manicure również nadają się na studniówkę [klik] i [klik].

Na każdą z powyższych propozycji nałożyłam top coat Catrice Quick Dry&High Shine, o którym pisałam tu: [klik]. To dzięki niemu paznokcie tak błyszczą :) Oczywiście jak zawsze przygotowałam paznokcie do malowania oraz użyłam bazy pod lakier [klik].

Osobiście, aby zapobiec uszkodzeniu lakieru wykonałabym manicure w dzień studniówki rano lub ewentualnie wieczór przed, ale pamiętajcie, aby pozwolić lakierowi porządnie wyschnąć, gdyż w innym wypadku możecie rano obudzić się i mieć odciśnięte na paznokciach wzorki z pościeli :)

Pozdrawiam, 
Asia :)

9 stycznia 2013

Kosmetyk wielozadaniowy, czyli Essence Stal All Day 16h Longlasting Concealer

Bohater dzisiejszego posta jest teoretycznie korektorem przeznaczonym pod oczy. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała używać go inaczej, niż zaleca producent :D Uważam, że takie eksperymenty, choć bywają ryzykowne, najczęściej się opłacają. Tym razem udało mi się odkryć moje idealne 3w1 :D

ESSENCE STAY ALL DAY 16H LONGLASTING CONCEALER - ROZŚWIETLAJĄCY KOREKTOR POD OCZY


"Zapomnij o zmęczonych oczach! Trwały korektor z pigmentami odbijającymi światło, jest prawdziwym magikiem, który sprawi, że cienie pod oczami znikną dając ci świeże, promienne spojrzenie! Dzięki kremowej, delikatnej konsystencji jest łatwy do nałożenia i pozostawi twoją cerę gładką przez 16 godzin".

Tyle od producenta :D

Opakowanie jest wygodne, napisy nie ścierają się (za wyjątkiem tych z naklejki - znikły po paru użyciach). Aplikator to typowa gąbeczka, moim zdaniem precyzyjna, nabierająca odpowiednią ilość produktu.


Dostępne są dwa odcienie: [klik]. Jak widać jeden jest bardziej żółty, a drugi bardziej różowy. Ja wybrałam 20 Soft Beige.

Konsystencja jest gęsta, ale nie "ciężka". Kosmetyk bardzo łatwo i szybko wtapia się w obszar, który chcemy zakryć. Myślę, że przy rozsmarowywaniu mógłby pozostawiać smugi, jednak ja zwykle tego typu produkty po prostu wklepuję.




Początkowo używałam go zgodnie z przeznaczeniem, czyli jako korektor pod oczy. W tej roli sprawdza się naprawdę dobrze. Rzeczywiście kryje cienie pod oczami, po przypudrowaniu nie zbiera się w zmarszczkach, utrzymuje się około 8 godzin, później stopniowo zanika. Delikatnie rozświetla obszar pod oczami, ale nie zawiera błyszczących drobinek, daje bardziej satynowy połysk. Moich oczu nie podrażnił. Ma jednak tendencję do podkreślania suchych skórek, ale wystarczy wcześniej nałożyć krem nawilżający i problem ten znika :)

Następnie spróbowałam użyć go jako bazy pod cienie i to był strzał w dziesiątkę! :) Testowałam go od Świąt, więc przeżył makijaż wigilijny, makijaż sylwestrowy oraz inne makijaże dzienne wykonane paletką Sleek'a i ani razu nie miałam problemu z cieniem zebranym w załamaniu powieki. Ponadto idealnie wyrównuje kolor powieki i obszaru pod łukiem brwiowym. Ja nakładam go bezpośrednio z aplikatora, wklepuję w powiekę, a następnie pudruję. 

Kolejną próbą było użycie go jako korektora do drobnych niedoskonałości. Na wstępie zaznaczam, że jeśli już takowe pojawią się na mojej twarzy, są małe, ale bardzo czerwone i zadaniem, jaki przed nim postawiłam było głównie zakrycie tego zaczerwienienia. Nałożony i wklepany w czerwonego intruza idealnie wtapia się w skórę i utrzymuje tak cały dzień :) 

Plusy:
+ kryje cienie pod oczami
+ zakrywa drobne niedoskonałości i zaczerwienienia
+ przedłuża trwałość cieni do powiek
+ nie wysusza skóry
+ długo się utrzymuje
+ idealnie wtapia się w skórę
+ nie podrażnia oczu
+ wygodny aplikator
+ wydajność

Minusy:
- ma tendencję do podkreślania suchych skórek

Pojemność: 7ml
Cena: około 11zł
Dostępność: szafy Essence
KWC: [klik]

Jest to mój idealny kosmetyk 3w1, który z pewnością kupię ponownie :) Oczywiście zapewne przetestuję inne produkty tego typu, bo moja kosmetyczna ciekawość nie zna granic (:D), ale produkt Essence będzie miał swoje stałe miejsce w mojej kosmetyczce.

Pozdrawiam,
Asia.

8 stycznia 2013

Miss Sporty Lasting Colour nr 390 - prezentacja lakieru

Lakier, który jest bohaterem dzisiejszego posta to część mojego prezentu świątecznego: [klik].

Użyłam go dopiero teraz, gdyż moje paznokcie nie przeżyły natłoku świątecznego sprzątania i gotowania i zmuszona byłam ściąć je na krótko. Czasem przydaje im się taki "reset" :) Teraz już są w dobrej formie, rosną coraz szybciej i powoli wracają do swojego właściwego stanu :)


Kolor, który dziś prezentuję to Miss Sporty Lasting Colour nr 390. Jest to mój pierwszy lakier z tej serii. Wcześniej kupowałam głównie Clubbing Colours, które swoją drogą są moimi ulubionymi lakierami :)


Moim zdaniem jest to kolor jagodowy, a tak dokładniej kojarzy mi się z lodami jagodowymi :)

Konsystencja jest dość gęsta, a malowanie nim do najłatwiejszych nie należy, ale przy odrobinie wprawy można sobie z nim poradzić. Większą wadą jest dla mnie pędzelek, choć zwykle nie mam z nimi problemu. 


Tym razem albo trafił mi się felerny egzemplarz, albo każdy lakier z tej serii ma taki sam postrzępiony pędzelek. Jeśli wiecie coś na ten temat to dajcie znać, a jak nie, to zakupię inny lakier i wtedy porównam.

Razem z moim wysuszaczem Essence, o którym pisałam tutaj: [klik], całkowicie wysechł i stwardniał po około godzinie od nałożenia ostatniej warstwy.

Nie oceniam trwałości, gdyż moim zdaniem jest to kwestia indywidualna i zależy od stanu płytki paznokcia. Ja noszę go już prawie dobę, w międzyczasie zmywałam naczynia i obecnie nie mam nawet startych końcówek, co zaliczam na plus ;)


Podoba mi się efekt, jaki daje na paznokciach :) Mimo tego felernego pędzelka polubiłam go i myślę, że będę po niego często sięgać.

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Kolejny raz dziękuję za odzew pod poprzednim postem :) Bardzo miło czyta się Wasze komentarze, a jeszcze milej odpisuje na nie :D Dziękuję :D