26 lutego 2013

Blog zawieszony

Niestety, najbliższe tygodnie, a może nawet miesiące, będą dla mnie dość trudne. Ten fakt uniemożliwi mi systematyczne prowadzenie tego bloga. Nie chcę pisać postów tylko po to, żeby były. Chcę, aby ten blog był prawdziwy, rzetelny, a do tego potrzebuję czasu i spokoju, którego ostatnio mi brak.

Za jakiś czas wrócę, z nową energią i nowymi pomysłami, a przede wszystkim z nowymi kosmetykami :))

Wasze blogi odwiedzam i odwiedzać będę. Niestety, nie zawsze komentuję, ale zawsze czytam :))

Mam nadzieję, że zostaniecie tutaj ze mną i poczekacie, aż ruszę na nowo :)) 

Pozdrawiam Was cieplutko,
Asia.

17 lutego 2013

Nowości Avonu, czyli krem BB i woda perfumowana Sensuelle - moje pierwsze wrażenia

Parę tygodni temu pokazywałam Wam mini haul z Avonu i wspomniałam o tym, że otrzymałam od mojej konsultantki dwie próbki nowości.


Zapoznałam się z nimi i dziś podzielę się z Wami moją opinią na ich temat.

Pragnę zaznaczyć już na wstępie, iż nie jest to recenzja, a tylko moje pierwsze wrażenia, pierwsze odczucia. Moim zdaniem nie można poznać dobrze produktu mając do czynienia tylko z próbką.


Na początek kilka zdań o wodzie perfumowanej Avon Sensuelle.

"Sensuelle to zapach zainspirowany naturalnym świetlistym pięknem kobiecej skóry. Wzbogacony ciepłem i naturalnym blaskiem, który ją przenika. Całkowicie osobisty, zmysłowy i wyjątkowy, tak jak kobieta sama w sobie. Harry Fremont, Twórca zapachu stworzył m.in. Ralph Lauren Romance, Avon Pur Blanca, Calvin Klein CK One.

kategoria: orientalno-kwiatowo-świeża
bergamotka, gardenia tahitańska, drewno kaszmirowe".

Moja pierwsza myśl? Ulepszona Pur Blanca. 

Nie wiedziałam wtedy, że ten zapach jest stworzony przez autora m. in. zapachu Pur Blanca. Dopiero pisząc tego posta przeczytałam tę informację na stronie Avonu i wszystko stało się jasne :)

Jak pewnie większość z Was wie, Pur Blanca charakteryzuje się zapachem delikatnym, lekko "mydlanym". Jest kobieca, zwiewna, lecz dość charakterystyczna, przez co nie każdemu przypada do gustu.

Sensuelle pachnie naprawdę bardzo podobnie, szczególnie przez pierwsze minuty. Jedyną różnicą są wyczuwalne orientalne nuty, które rozwijają się w następnej kolejności. Sprawiają, że zapach nie jest już tak delikatny.

Na moim ciele zapach trzyma się cały dzień. Przez pierwsze kilka godzin jest intensywny, potem delikatnie słabnie, ale nadal jest wyczuwalny. Pragnę jednak zaznaczyć, że wszystkie zapachy Avonu trzymają się na mnie ekstremalnie długo :)

Cena w katalogu 03 to 60zł, cena regularna 76zł. Pojemność to 50ml.

Ja osobiście się na nie nie skuszę, gdyż nie jest to woda perfumowana, która podbiła me serce, co nie oznacza, że nie jest warta uwagi :) Jest bardzo ładna i myślę, że jeśli podobała Wam się Pur Blanca, to Sensuelle również przypadnie Wam do gustu.


Przejdźmy teraz do kolejnego produktu, czyli Upiększajacęgo kremu-podkładu BB. 

Każdy już wie, że europejskie "kremy BB" nie mają nic wspólnego z kremami azjatyckimi i są o wiele gorsze jakościowo. Wielokrotnie wspominałam również, że ja nasze kremy BB traktuję jak kremy tonujące i tej wersji będę się trzymała.


"Wypróbuj najgorętszy trend na rynku. Upiększający krem-podkład BB o przyjemnej lekkiej formule wzbogaconej witaminą E oraz minerałami to doskonały sposób na piękną cerę. Chroni filtrem SPF 15. Jest odpowiedni do skóry wrażliwej.

Efekt: Wyrównuje koloryt cery i nawilża. Wyraźnie redukuje zaczerwienienia, maskuje niedoskonałości i wygładza skórę. Cera wygląda lepiej - nawet po demakijażu".


Ja otrzymałam odcień Nude. Powyższe zdjęcie bardzo dobrze oddaje ten kolor.

Wg strony w katalogu powinien on dawać efekt 10w1:
- lekka formuła
- z witaminą E
- z minerałami
- wyrównuje koloryt cery
- nawilża
- wyraźnie redukuje zaczerwienienia
- maskuje niedoskonałości
- wygładza skórę
- chroni dzięki SPF 15
- cera wygląda lepiej - nawet między aplikacjami


Moja opinia prezentuje się następująco:
- konsystencję ma ni to gęstą ni to rzadką; podczas rozprowadzania naprawdę łatwo o smugi
- nie ma zapachu
- krycie ma naprawdę bardzo znikome, nie poradzi sobie z większymi niedoskonałościami
- podkreśla suche skórki i włoski na twarzy, w niektórych miejscach jest widoczny
- nie lepi się
- posiada brokat, który jest niezwykle widoczny w sztucznym świetle
- początkowo dobrze dopasowuje się do cery, jednak po kilku godzinach ciemnieje
- świeci się już po godzinie od użycia pudru matującego


Poniższe zdjęcie prezentuje efekt przed (po lewej) i po (po prawej). 


Jak możecie zauważyć krem delikatnie wyrównał koloryt cery i pokrył drobne zaczerwienienia. Nie poradził sobie z moimi żyłami pod oczami, ale z nimi nie radzi sobie nic :D

Na poniższym zdjęciu widać rozświetlenie, który zostawia na twarzy. Niestety, nie udało mi się uchwycić tego efektu tak, jakbym tego chciała, ale uwierzcie mi, że w świetle żarówki czułam się jak choinka :) Brokat był dosłownie wszędzie.


W katalogu 03 jego cena to 19,90zł. Cena regularna to 42zł. Pojemność to 30ml.

Bardzo się cieszę, że otrzymałam próbkę tego produktu, gdyż znając siebie pewnie skusiłabym się na pełnowymiarowy produkt i żałowałabym tego.

W mojej ocenie ten krem nie ma prawie żadnych plusów, poza delikatnym wyrównaniem koloru skóry i filtrem. Poza tym brokatowe świecenie w sztucznym świetle w moich oczach skreśla go całkowicie. 

Osobiście Wam go nie polecam, ale najlepiej będzie, jak zakupicie sobie jego próbkę i same sprawdzicie efekt na swojej skórze.

Pozdrawiam,
Asia.

13 lutego 2013

Walentynkowy Manicure #4

Dziś zapraszam Was na ostatni post z moją propozycją na walentynkowe zdobienie paznokci :)

Poprzednie trzy możecie zobaczyć tutaj: [klik], tutaj: [klik] i tutaj: [klik].

WALENTYNKOWY MANICURE #4


Potrzebny jest:
- cielisty lakier
- fioletowy (lawendowy) lakier
- różowy lakier
- biały lakier
- srebrny lakier (ewentualnie brokat)
- sonda/długopis/ołówek/wsuwka
- pędzelek do robienia kresek
- kartka papieru
- baza pod lakier
- top coat


W moim przypadku były to:
- Oriflame - odcień Prly Beige (niestety nie ma go na zdjęciu, gdyż o nim zapomniałam i zorientowałam się dopiero przed chwilą, wybaczcie :D)
- Miss Sporty, Clubbing Colours - nr 344
- Miss Sporty, Clubbing Colours - nr 347
- Miss Sporty, Clubbing Colours - nr 311
- Miss Selene - nr 104
- długopis 
- pędzelek z jakiegoś starego lakieru do zdobień, po prostu wyczyściłam go w zmywaczu ;)
- Avon - baza pod lakier, o której pisałam tu: [klik]
- Catrice - top coat, o którym pisałam tu: [klik]

KROK PO KROKU

1) Przygotowujemy paznokcie do malowania i nakładamy bazę pod lakier. Ja zawsze robię to w sposób, który opisałam tutaj: [klik].

2) Nakładamy cielisty lakier (ten krok można pominąć i zostawić samą bazę pod lakier).


3) Przy pomocy fioletowego lakieru malujemy taki jakby skośny french. Ja robię to w prosty sposób przykładając pędzelek do lewej krawędzi paznokcia i trzymając go w jednym miejscu obracam tylko palec, aż pędzelek znajdzie się przy prawej krawędzi paznokcia. 

4) Używając pędzelka do zdobień, różowym lakierem maluję kratkę. Zawsze robię to w kolejności takiej, jak przedstawiają cyferki. Najpierw dwie poziome linie, potem dwie pionowe.


5) Następnie przy pomocy białego lakieru wykańczam moją kratkę w kolejności takiej, jak przedstawiają cyferki.

6) Srebrnym lakierem podkreślamy brzeg skośnego frencha. Robię to tym samym pędzelkiem, co poprzednio kratkę. Po prostu za każdym razem czyszczę go w zmywaczu :)
Na osobnej kartce robimy kropę fioletowego lakieru i przy pomocy długopisu malujemy serduszka. Jak to robię pokazałam w tym poście: [klik].


7) Nakładamy top coat i gotowe :)
Przy tego typu zdobieniach, kiedy nakładamy dużo warstw lakieru, wyjątkowo ważne jest użycie top coatu (jeśli go nie macie użyjcie chociaż bezbarwnego lakieru). Pomoże to złączyć wszystko w jedną całość i nie będzie widać różnych nierówności, które mogą powstawać przy malowaniu kraty :)



Mam nadzieję, że moja seria zdobień przypadła Wam do gustu i ktokolwiek został zainspirowany do stworzenia czegoś ciekawego na swoich pazurkach :) Mnie osobiście wiele radości sprawia przygotowywanie takich postów i dzielenie się z Wami moimi pomysłami :)

Walentynki już jutro, więc życzę Wam, aby ten dzień był dla Was po prostu miły :)
 Jeśli macie swoją Drugą Połówkę - niech będzie w tym dniu wyjątkowo doceniona i rozpieszczona :)
Jeśli jej nie macie - rozpieszczajcie siebie :D A kto wie, może Miłość czeka na Was gdzieś całkiem blisko :) W końcu idzie wiosna :D

Pozdrawiam,
Asia.

12 lutego 2013

Karmelowe masełko do ust Nivei - recenzja

Dziś ponownie pora na słodkości kosmetyczne :)

Tym razem padło na karmelkowe maleństwo od Nivei :)

NIVEA LIP BUTTER - KARMELOWE MASŁO DO UST


"Wzbogacona o masło shea i olejek migdałowy formuła balsamu do ust NIVEA z HYDRA IQ, zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację. 
Rozpieszczająca usta formuła z aromatem Caramel Cream sprawia, że są one niezwykle miękkie".


Masełko zamknięte jest w małej, metalowej puszeczce. Otwiera się ją bardzo wygodnie, nie trzeba do tego siły ani podważania paznokciem. 

Taka forma produktu do ust zmusza nas do nakładania go palcem, co wiemy już przy zakupie, dlatego nie zaliczam tego do wad produktu. Ja osobiście bardzo lubię mazidła do ust w puszeczkach. Używam ich tylko w domu, zazwyczaj przy wieczornej pielęgnacji i tuż przed snem, przy czym zawsze mam czyste ręce.

O innych moich produktach do pielęgnacji ust możecie przeczytać tutaj: [klik].


Konsystencja masełka nie jest ani zbyt miękka ani też zbyt twarda - jak dla mnie idealna :) Przyjemnie topi się pod wpływem ciepła palców i dobrze aplikuje na usta.

Zapach przypomina mi słodkie, karmelowe ciasteczka :) W puszeczce pachnie bardzo intensywnie. Na ustach trochę łagodnieje, ale przez cały czas jest wyczuwalny. Osobiście dokładnie tak wyobrażałam sobie jego zapach przed zakupem i jestem z niego bardzo zadowolona.

Na ustach pozostawia tylko delikatny połysk. Nałożony w rozsądnych ilościach nie pozostawia białego nalotu.

Ja nakładam to masełko raz, góra dwa razy dziennie, wieczorem i czasem na noc. Używane w taki sposób sprawdza się idealnie. Nawilża moje usta, wygładza ewentualne suche skórki. 

Spotkałam się z opiniami, że to masełko wysusza usta, ale u siebie nie zauważyłam takiego efektu. Zaznaczam jednak, że staram się bardzo dbać o swoje usta poprzez używanie wielu produktów, ale w rozsądnych ilościach. Moim zdaniem każdy produkt używany w nadmiarze może dać efekt odwrotny do zamierzonego i przyczynić się do wysuszania ust.

Plusy:
+ piękny zapach
+ pozostawia usta gładkie i nawilżone
+ ma przyjemną konsystencję
+ śliczne opakowanie
+ wydajność

Minusy:
- brak

Pojemność: 19ml
Cena: około 10zł
Dostępność: Rossmann, Super-Pharm i inne drogerie
KWC: [klik]
Skład: Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Butyrospermum Parkii Butter, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Linalool, Aroma, CI 77891, CI 77492.

Osobiście bardzo polubiłam to masełko, spełnia moje wszystkie wymagania i z pewnością skuszę się na inne warianty zapachowe. Na lato marzy mi się malina :D A wiadomo, że marzenia trzeba spełniać :D

Pozdrawiam, 
Asia.

11 lutego 2013

Walentynkowy Manicure #3

Dziś moja trzecia propozycja walentynkowego zdobienia paznokci :)

Mam nadzieję, że podobnie jak dwie poprzednie: [klik] i [klik], ta również przypadnie Wam do gustu :)

WALENTYNKOWY MANICURE #3


Potrzebny jest:
- czarny lakier (może być matowy lub z drobinkami)
- różowy lakier
- sonda/długopis/ołówek/wsuwka
- kartka papieru
- baza pod lakier
- top coat


W moim przypadku były to:
- Essence, Vampire's Love - nr 05 Hunt Me If You Can (z drobinkami)
- Oriflame, Very Me Nail Art - odcień Black Deco (matowy)
- Miss Sporty, Clubbing Colours - nr 347
- sonda Essence
- Avon - baza pod lakier, o której pisałam tu: [klik]
- Catrice - top coat, o którym pisałam tu: [klik]

KROK PO KROKU

1) Przygotowujemy paznokcie do malowania i nakładamy bazę pod lakier. Ja zawsze robię to w sposób, który opisałam tutaj: [klik].

2) Malujemy paznokcie czarnym lakierem. Ja wybrałam taki ze srebrnymi drobinkami, ale równie dobrze sprawdzi się matowy. Nałożyłam dwie warstwy.


3) Przy pomocy różowego lakieru malujemy końcówki, jakbyśmy robiły french manicure :) Jak ja to robię napisałam tutaj: [klik]. Nałożyłam dwie warstwy.

4) Na osobnej kartce robimy kropę różowego lakieru, a następnie przy pomocy sondy robimy kropki pod linią french'a (tak, aby przypominały brzegi koronki).


5) Ponownie robimy kropkę różowego lakieru na karce obok i przy pomocy sondy lub długopisu malujemy serduszka. Jak ja je robię napisałam tutaj: [klik].

6) Czyścimy sondę i robimy na kartce obok kropę czarnego lakieru. Przy pomocy sondy robimy kropki tak, aby dopełnić efekt koronki. Ja zrobiłam je lakierem matowym, gdyż jest mocniej kryjący i ma lepszą konsystencję, niż ten z drobinkami. Ale zasadniczo powinno się użyć tego samego lakieru na całość paznokcia i do kropek ;)


7) Nakładamy top coat i gotowe :)


Pozdrawiam,
Asia :)

10 lutego 2013

Czekoladowe delicje od Farmony - recenzja

Pozostajemy w klimatach walentynkowych :)

No bo przecież czekolada jest jedną z rzeczy, która kojarzy się z miłością, ciepłem, poprawą humoru... Czyli tym, co w Walentynki najważniejsze :)

Dlatego dziś przedstawię Wam dwa czekoladowe kosmetyki, które mogą Wam umilić nie tylko Walentynki, ale także każdy inny dzień :)



FARMONA SWEET SECRET CZEKOLADOWE DELICJE - MASŁO DO CIAŁA


"Słodka uczta dla ciała i zmysłów!

Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o gęstej, aksamitnej konsystencji i kuszącym zapachu został stworzony z myślą o tym, aby rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ciemnej czekolady i orzechów pistacji, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały, słodki zapach ciemnej czekolady z ekstrawagancką nutą orzechów pistacji. Regularne stosowanie Czekoladowego masła do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura doskonale nawilża i odżywia, opóźniając procesy starzenia się skóry, a także ujędrnia, wygładza i wyszczupla ciało, zapewniając dobry nastrój i uczucie komfortu".


Konsystencja tego kosmetyku rzeczywiście przypomina masło. Jest bardzo zbita i mięknie dopiero pod wpływem ciepła palców. 

Mimo swojej zbitej konsystencji, szybko rozprowadza się po ciele. Wchłanianie nie należy do tych ekspresowych - trzeba mu dać około 10 minut.


Zapach przypomina mi lody czekoladowe :) Nuty pistacji są wyczuwalne dopiero po rozprowadzeniu kosmetyku na ciele i mnie one nie przeszkadzają. Pragnę zaznaczyć, że są one dość specyficzne, lekko gorzkawe i nie każdemu mogą przypaść do gustu.

W porównaniu do musu kokosowego z tej samej serii - zapach utrzymuje się krócej. Nie wyczuwam go już rano po przebudzeniu, nie przechodzi również na ubrania czy pościel. Kiedy używałam kokosowego pachniało nim wszystko wokół mnie :)

Masło nie pozostawia lepiącej warstwy na skórze i nie brudzi ubrań.

Na koniec wspomnę, że mimo obietnic producenta nie ujędrnia skóry, ale z pewnością pozostawia ją gładką i nawilżoną, a także pachnącą :)

Plusy:
+ nawilża i wygładza skórę
+ sprawia, że skóra wygląda zdrowo
+ pięknie pachnie lodami czekoladowymi :)
+ nie brudzi ubrań
+ nie pozostawia lepiącej warstwy

Minusy:
- długo się wchłania

Pojemność: 225ml
Cena: około 15zł
Dostępność: Rossmann, Natura, Super-Pharm i inne drogerie oraz sklepy internetowe
KWC: [klik]
Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii, Isopropyl Mirystate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Helianthus Annuus Seed Oil, Cyclomethicone, Cera Alba, Parfum, Propylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Pistachia Vera Seed Extract, Acrylates/C10-C30, Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, BHA, Benzyl Benzoate, Limonene, Benzyl Alcohol, CI 19140, CI 14720, CI 42090.


FARMONA SWEET SECRET CZEKOLADOWE DELICJE - ŻEL DO MYCIA CIAŁA


"Słodka uczta dla ciała i zmysłów!

Wyjątkowy kosmetyk o kremowej, aksamitnej konsystencji i kuszącym, słodkim zapachu ciemnej czekolady z ekstrawagancką nutą orzechów pistacji, został stworzony do mycia i pielęgnacji ciała, dla osób, które cenią produkty naturalne i chcą podarować sobie chwile przyjemności. Specjalnie opracowana, bogata receptura doskonale myje i natłuszcza skórę, nie powodując jej wysuszenia, a delikatna, puszysta piana o zniewalająco słodkim zapachu dodaje energii i wyraźnie poprawia nastrój. Regularne stosowanie Czekoladowego żelu pod prysznic przywraca skórze blask, zapewnia wyszczuplenie, ujędrnienie oraz widoczne wygładzenie powierzchni skóry, a także pozostawia długotrwały, zniewalająco słodki zapach i aksamitnie gładką skórę".


Kosmetyk zamknięty jest w wygodnej i ładnej butelce. Korek łatwo się otwiera, ma odpowiedni rozmiar i dozuje właściwą porcję żelu, dzięki czemu nie musimy się martwić, że coś rozlejemy i zmarnujemy. 


Konsystencja nie jest ani kremowa, ani żelowa. Określiłabym ją jako taką pośrednią ;) Poza tym żel zawiera delikatne złote drobinki, które szczerze mówiąc zauważyłam dopiero podczas robienia zdjęć oraz małe czekoladowe kapsułki, które rozpuszczają się w czasie mycia.

Żel pieni się tak w sam raz :) Znam żele, które pienią się mocniej, ale też znam takie, które pienią się słabiej :)

Zapach jest identyczny jak w przypadku masła :) Lody czekoladowe :) Z tym, że pistacja jest troszkę bardziej wyczuwalna. Nie utrzymuje się na skórze.

Żel nie wysusza skóry. Nie pozostawia także tłustej warstwy na skórze. Nie podrażnia jej po depilacji.

Mam wrażenie, że nawet delikatnie nawilża skórę. Po jego użyciu jest gładka i ładnie wygląda. 

Podobnie jak masło, wbrew obietnicom producenta, nie możemy spodziewać się ujędrnienia :)

Jedyne co mi się w nim nie podoba to fakt, że jest jedynym żelem, który brudzi brodzik :D Mimo, że za każdym razem staram się dokładnie wypłukać myjkę, to i tak kiedy sobie wisi i schnie, to woda która z niej kapie jest lekko brązowa i osadza się na brodziku. Kiedy już okapie to bardzo łatwo to zmyć, ale jednak jest to dość niespotykane :) Miałam żele w różnych kolorach i żaden nie robił czegoś takiego :)

Plusy:
+ ładnie pachnie
+ nie wysusza skóry, a nawet delikatnie nawilża
+ odpowiednio się pieni
+ nie podrażnia

Minusy:
- brudzi brodzik 

Pojemność: 225ml
Cena: około 13zł
Dostępność: Rossmann, Natura, Super-Pharm i inne drogerie oraz sklepy internetowe
KWC: [klik]
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Glycerin, Popylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Pistachia Vera Seed Extract, Styrene/Acrylates Copolymer, Sodium Chloride, Panthenol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Sodium Hydroxide, Mannitol, Cellulose, Hydroxypropyl, Methylcelulose, Tocopheryl Acetate, CI 77289, Benzyl Benzoate, Limonene, Disodium EDTA, Mica, Titanium Dioxide, CI 19140, CI 42090, CI 14720.


Podsumowując, są to przyjemne kosmetyki, które warto przetestować :) Ja zawsze wybieram je na zimę, gdyż mają słodkie zapachy, które idealnie pasują na tę porę roku. 

Pozdrawiam,
Asia.

9 lutego 2013

Walentynkowy Manicure #2

Dziś kolejna inspiracja na walentynkowe zdobienie paznokci :)

Pierwszą możecie zobaczyć tutaj: [klik].

Tym razem nieco bardziej tradycyjnie, niż poprzednio :) 

WALENTYNKOWY MANICURE #2


Potrzebny jest:
- czerwony lakier
- biały lakier
- sonda/długopis/ołówek/wsuwka
- kartka papieru
- baza pod lakier
- top coat


W moim przypadku było to:
- Essence, Multi Dimension - nr 77 Call It Fame
- Miss Selene - nr 104
- sonda do paznokci Essence
- Avon - baza pod lakier, o której pisałam tu: [klik]
- Catrice - top coat, o którym pisałam tu: [klik]

KROK PO KROKU

1) Przygotowujemy paznokcie do malowania i nakładamy bazę pod lakier. Ja zawsze robię to w sposób, który opisałam tutaj: [klik].

2) Malujemy paznokcie czerwonym lakierem. Ja nałożyłam trzy warstwy.


3) Na osobnej kartce papieru robimy kropkę białego lakieru i za pomocą sondy malujemy serduszka. Ja robię je w sposób opisany tutaj: [klik]. Tym razem każdy paznokieć ozdobiłam serduszkami, ale można ozdobić tylko jeden lub dwa i również będzie to całkiem ładnie wyglądać :)


4) Nakładamy top coat i gotowe.
UWAGA! Jeśli wykonujemy zdobienie kontrastowe i kropkowe [serduszka również się w to wliczają ;))] (głównie biało-czarne, czerwono-białe) należy odczekać odpowiednią ilość czasu przed nałożeniem top coatu (szczególnie innego niż Seche Vite czy Poshe), aby nasze zdobienie miało czas porządnie wyschnąć. W innym wypadku bardzo łatwo rozmazać sobie całość zdobienia. 


Pozdrawiam,
Asia :)

5 lutego 2013

Walentynkowy Manicure #1

Dzień Zakochanych zbliża się wielkimi krokami :)

Dla jednych jest to dzień jak każdy inny, drugich niezwykle irytuje, a dla mnie jest to po prostu miły dzień, który można spędzić troszkę inaczej z osobą bliską naszemu sercu :) Nie mam problemu z "kiczowatymi serduszkami", a niektóre dekoracje nawet mi się podobają :) 

Z tej okazji przygotowałam kilka propozycji zdobienia paznokci na ten dzień, a dziś przedstawię Wam jedno z nich :)

WALENTYNKOWY MANICURE #1


Potrzebny jest:
- czarny lakier
- biały lakier
- sonda/długopis/ołówek/wsuwka
- kartka papieru 
- baza pod lakier
- top coat


W moim przypadku były to:
- Oriflame Very Me, Nail Art Base - odcień Black Deco
- Miss Selene - nr 104
- sonda do paznokci Essence
- długopis
- Avon - baza pod lakier, o której pisałam tu: [klik]
- Catrice - top coat, o którym pisałam tu: [klik]

KROK PO KROKU

1) Przygotowujemy paznokcie do malowania i nakładamy bazę pod lakier. Ja zawsze robię to w sposób, który opisałam tutaj: [klik].

2) Malujemy paznokcie białym lakierem. Ja nałożyłam trzy warstwy.


3) Na wszystkich paznokciach, za wyjątkiem palca serdecznego, robimy czarne kropki. Ja swoje wykonałam przy pomocy sondy Essence.

4) Na paznokciu palca serdecznego robimy czarne serduszko.


Jak wykonać takie serduszko?

1) Na kartkę papieru nakładamy troszkę lakieru
2) Przy pomocy długopisu zamoczonego w lakierze robimy kropkę i przeciągamy ją w dół
3) Dodajemy drugą kropkę i również przeciągamy w dół, łącząc z poprzednią.


5) Nakładamy top coat i gotowe. 
UWAGA! Jeśli wykonujemy zdobienie kontrastowe i kropkowe (głównie biało-czarne, czerwono-białe) należy odczekać odpowiednią ilość czasu przed nałożeniem top coatu (szczególnie innego niż Seche Vite czy Poshe), aby nasze zdobienie miało czas porządnie wyschnąć. W innym wypadku bardzo łatwo rozmazać sobie kropki, co na białym lakierze bardzo rzuca się w oczy.


Zdobienie troszkę inne, nietypowe i zapewne niektórym z Was nie przypadnie do gustu :) 

Moim zdaniem jest to ciekawa odskocznia od powszechnego tego dnia różu i czerwieni :)

Kolejne zdobienia będą już bardziej "tradycyjne".

Pozdrawiam,
Asia.

4 lutego 2013

Moja pędzlowa historia

Dawno, dawno temu (:D), kiedy zaczynałam swoją przygodę z makijażem, byłam wielką przeciwniczką kupowania specjalnych pędzli do jego wykonania :) Nie rozumiałam, po co wydawać większe sumy pieniędzy na tak bezużyteczne narzędzia :D 

Trwając w swoim przekonaniu, posiadałam tylko dwa pędzle firmy Essence (do pudru i różu) + najtańsze aplikatory do cieni do powiek z Rossmanna. 


Po początkowym zachwycie, zaczęłam zauważać, że te pędzle nie zadowalają mnie w pełni. Poza tym zależało mi na czymś bardziej "profesjonalnym", mniej drapiącym twarz i lepiej nakładającym kosmetyki. 

Pędzle Essence zachowałam sobie, z sentymentu :) Aplikatorów już nie mam, bo ani nie były specjalnie trwałe, ani nie widziałam sensu w ich trzymaniu, skoro dorobiłam się porządnych pędzli :) Na dzień dzisiejszy uważam, że ich używanie było jednym z większych błędów makijażowych w moim życiu :D Nie polecam ich nikomu i mając porównanie z pędzlami wiem, że nie da się stworzyć ładnego makijażu za pomocą aplikatorów. Pędzlami osiągniemy zdecydowanie więcej :)

W miarę "dojrzewania makijażowego" zaczęłam dochodzić do wniosku, że skoro tyle dziewczyn kupuje lepsze jakościowo pędzle, to znaczy, że coś musi w tym być :) Tak oto rozpoczęłam wielkie poszukiwanie pędzli, które nie będą kosmicznie drogie, ale jednak będą z troszkę wyższej półki. 

Spędziłam wiele godzin w Internecie i wybór padł na pędzle Eco Tools. Są to pędzle ekologiczne, wykonane z syntetycznego włosia taklon. Okucia wykonane są z aluminium otrzymanego z recyklingu. Każdy pędzel posiada również bambusową rączkę. 


Zdecydowałam się na:
*pędzel do pudru
*pędzel do różu
*pędzelek do eyelinera
*zestaw pędzli do makijażu oczu

Nie macie pojęcia, jaka byłam zestresowana ich zakupem :D Na tamten czas, był to spory wydatek, a ja nie byłam pewna, czy będę z nich zadowolona, czy okażą się rzeczywiście dobre... W przypadku pędzli Essence nie miałam takiego stracha, bo ich zakup niósł ryzyko zmarnowania tylko kilkunastu złotych, a nie kilkudziesięciu :D

Teraz uważam, że były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy :) 

Swoje pędzle zakupiłam tutaj: [klik], ale wiem, że niektóre z nich są dostępne w Rosmmannach, czy drogeriach Hebe. Można je również sprowadzać z zagranicy, ale nigdy nie zagłębiałam się w te tematy. 


PĘDZEL DO PUDRU


Mój ideał :) Jest miły, puchaty, dobrze rozprowadza puder. Nie stracił jeszcze ani jednego włoska. Wygodnie leży w dłoni. Robi wszystko to, co ma robić.

PĘDZEL DO RÓŻU


Kolejny ideał :) Dzięki temu, że ma specyficzny kształt, idealnie dopasowuje się do kości policzkowej. Nabiera taką ilość różu, aby nie zrobić sobie plam. Również nie stracił jeszcze ani jednego włoska.

ZESTAW PĘDZLI DO MAKIJAŻU OCZU + PĘDZEL DO EYELINERA


Bardzo je lubię. Dzięki nim nie jest mi straszny żaden makijaż oczu :) Choć zaznaczam, że specjalistką w tej dziedzinie nie jestem i nie sądzę, abym kiedykolwiek była :) Jednak niczego nie przesądzam :)


Mają krótkie rączki, co jest dla mnie plusem, gdyż mam większą kontrolę nad ruchami dłoni. Łatwo się je pierze, szybko schną i nie tracą włosia. Moich powiek nie drapią.


Na zdjęciach podałam nazwy, które mają na rączkach.

Na ostatnim zdjęciu widać pędzelek do eyelinera, który nie należy do tego zestawu, jednak umieściłam go tutaj, gdyż jest przeznaczony również do makijażu oczu :) Bardzo go lubię. Jest zbity, dobrze zaznacza się nim linię rzęs. Tutaj podkreślę, że ja nie używam eyelinera. Kupiłam go głównie do zagęszczania linii rzęs za pomocą cienia do powiek.

Każdy z pędzli przychodzi do nas w osobnym opakowaniu, a zestaw w kosmetyczce. Dzięki temu bardzo dobrze sprawdzają się w podróżowaniu :)



W swojej obecnej kolekcji mam jednego rodzynka w postaci pędzelka Essence do smokey eyes :)


Polecam Wam jego zakup, gdyż idealnie nadaje się do podkreślania załamania powieki, a na dodatek jest tani (do 10zł). Nie gubi włosów i bardzo szybko schnie oraz nie drapie oka.

Na dzień dzisiejszy jestem bardzo zadowolona ze swoich pędzli. Osiągnęłam to, co chciałam i uważam, że jak na moje potrzeby są one wystarczające :) Żałuję, że tak długo byłam uparta i nie zdecydowałam się na ich zakup wcześniej :)

Pozdrawiam,
Asia.

3 lutego 2013

Jak wykonuję french manicure

French manicure zawsze będzie mi bardzo bliski :) Od niego zaczęła się moja przygoda z paznokciami. Zawsze marzyłam o schludnych, ładnie prezentujących się paznokciach, które będą pasowały do wszystkiego. Już jako nastolatka rozpoczęłam pierwsze próby wykonywania go na swoich paznokciach. Jak pewnie się domyślacie, były one dosyć nieudolne, ale dały mi pewne podstawy, które potem rozwijałam.

Obecnie french manicure nie sprawia mi już problemu. Robię go szybko i sprawnie zarówno na prawej jak i na lewej ręce.

W dzisiejszym poście przedstawię Wam trzy sposoby jego wykonania. Każdy z nich przerobiłam w swoim życiu zanim wybrałam ten, który mi najbardziej odpowiada i który jest moim zdaniem najłatwiejszy :)

SPOSÓB I

Najłatwiejszy :) I niestety, najmniej trwały, przez co obecnie go nie stosuję. Nadaje się dla tych, którzy za nic w świecie nie są w stanie zapanować nad drżeniem rąk, a marzą o ładnych, białych końcówkach. Jego wadą jest to, że do jego wykonania są potrzebne dłuższe paznokcie.

Potrzebna jest biała kredka do paznokci. Można ją kupić w drogeriach. Obecnie takiej nie posiadam, dlatego na zdjęciach jest zwykła kredka do oczu firmy Essence, ale nie polecam jej jako zamiennika. Głównie dlatego, że nie daje takiej bieli jak powinna i jest mniej trwała.


Wykonanie jest bardzo proste. Należy od spodu pokryć kredką płytkę paznokcia, a następnie pomalować paznokcie lakierem do french manicure. 

kliknij, aby powiększyć

Stosowałam ten sposób jako nastolatka, w gimnazjum, gdyż był szybki i nie wymagał precyzji :) 

Ze swoich doświadczeń wiem, że kredka najdłużej się trzyma i najłatwiej się z nią pracuje, jeśli nakładamy ją na lekko zwilżoną płytkę, bądź ją samą zwilżymy przed przystąpieniem do aplikacji :) 


SPOSÓB 2

Moim zdaniem najgorszy ze wszystkich, ale prezentuję go tutaj, gdyż wiem, że są osoby, które lubią właśnie tak wykonywać french manicure.

Osobiście nie lubię go dlatego, że wymaga niezwykłej precyzji. Jeśli jej nie mamy, będziemy musieli wykonywać potem sporo poprawek, a to zabiera dużo czasu :)

Potrzebujemy białego lakieru. W moim przypadku jest to zawsze Miss Selene nr 104.


Osobiście bardzo go polecam, głównie dlatego, że ma mały pędzelek, który idealnie nadaje się do wykonywania french'a.


Sposób malowania przedstawiłam na poniższych zdjęciach.

kliknij, aby powiększyć

Należy malować krótkimi ruchami, od linii uśmiechu do końca paznokcia (jak pokazują strzałki). Jeśli za pierwszym razem linia uśmiechu będzie idealnie równa, to będzie to nasz osobisty sukces :D Jeśli nie, należy po prostu ją wyrównać w sposób, jaki jest dla nas najwygodniejszy.

Jak widać po zdjęciach, mnie nie zawsze wychodzi równo, dlatego potem tracę zbyt wiele czasu na poprawki.

Kiedy biały lakier wyschnie, należy pokryć paznokieć lakierem do french manicure i gotowe ;)


SPOSÓB 3

Mój ulubiony i ten Wam gorąco polecam. 

Potrzebujemy oczywiście białego lakieru :) Ja użyłam Miss Selene, który przedstawiłam wyżej.

kliknij, aby powiększyć

Należy jednym, ciągłym ruchem pokryć paznokieć białym lakierem tak, jak pokazują strzałki. 

Klucz do sukcesu leży w tym, aby ruszać bardziej palcem, niż pędzelkiem, takim ruchem kołyskowym. Wtedy pędzelek będzie stabilny, a nasza linia uśmiechu będzie równa, gdyż zostanie stworzona przez bok pędzelka. 

Jest to naprawdę łatwe i nie wymaga zbytniej precyzji, gdyż pędzelek maluje sam :) I uwierzcie mi, da się wykonać go dobrze zarówno na prawej jak i na lewej ręce :)


KOŃCOWE PORADY


Tak prezentują się paznokcie zaraz po pomalowaniu końcówek sposobem 3. Jak widzicie, lekko ubrudziły mi się skórki, co jest całkiem normalne przy wykonywaniu french'a. Usuwam to po zakończeniu manicure, albo patyczkiem kosmetycznym zamoczonym w zmywaczu, albo specjalnym korektorem do manicure (akurat posiadam Oriflame, ale jeśli dobrze pamiętam, to Essence ma taki korektor w swojej ofercie).


Kolejną, niezwykle ważną kwestią, jest dobry lakier do french manicure. I nie chodzi mi tutaj o markę i cenę. Musi być taki, aby nie robił smug oraz, przede wszystkim, ukrywał ewentualne niedoskonałości. Jak możecie zauważyć, mój lakier delikatnie wyrównał kolor końcówek, a także wygładził wszystkie krawędzie. Dodatkowo nadał ładnego blasku. 

Niestety, ten który ja posiadam, jest już niedostępny w sprzedaży. Moim zdaniem, w przypadku french'a najładniej prezentują się odcienie mleczne, beżowe i brzoskwiniowe i najłatwiej mi się z nimi pracuje. Wiem, że niektóre kobiety preferują odcienie bardziej różowe, ale to kwestia gustu.


I gotowe. Moim zdaniem french manicure nigdy nie wyjdzie z mody :) Nadaje się na egzaminy, śluby, do pracy, do szkoły... Na każdą okazję :)


Często urozmaicam go sobie, na wiele sposobów. Najczęściej pokrywam końcówki srebrnym, drobnym brokatem, który widoczny jest tylko w sztucznym świetle. 

Proponuję zakupić również naklejki firmy Essence, które pięknie urozmaicają french manicure. Efekt możecie zobaczyć na jednej z moich propozycji studniówkowego manicure tutaj: [klik].

Czasem wykonuję sobie kolorowy manicure pokrywając końcówki innym kolorem niż biały, co też ciekawie się prezentuje :)

Życzę Wam udanego malowania paznokci :D 

Pozdrawiam,
Asia.