24 września 2013

Ogłoszenia Parafialne

Informacja jest już na Facebook'u, ale pamiętam również o tych z Was, które go nie posiadają :))

"Ogłoszenia Parafialne :)

Z powodu problemów technicznych ze zdjęciami, życiowego nieogaru oraz sezonowego doła i przeziębienia (jest za ciemno, za zimno i w ogóle bu.) zawieszam bloga aż do odwołania. 
Mam ogromną nadzieję, że wszystko szybko minie i wrócę do Was już w przyszłym tygodniu.
Po moim powrocie zamierzam zrobić obiecywaną od wakacji serię z paznokciami. Dodatkowo planuję serię postów ze zdobieniami (m.in. do szkoły, na Halloween oraz coś nowego, związanego z grami komputerowymi). Będą oczywiście recenzje, haule i przepisy na domowe kosmetyki. Październik będzie dla mnie bardzo trudnym i intensywnym miesiącem, dlatego potrzebuję trochę czasu, aby wszystko rozplanować i zorganizować. 

Oczywiście nie umieram i będę codziennie tutaj, na Waszych blogach i na Instagramie :D 

Trzymajcie się zdrowo i do napisania! :)"

Pozdrawiam ciepło,
Asia.

23 września 2013

TAG: Mój Pierwszy Raz

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na dość nowy TAG, który krąży ostatnio po YouTube, a ja postanowiłam napisać go u siebie (bo w sumie dlaczego nie? :P). Jest to jeden z moich ostatnich poniedziałków z TAGami. Mam w planach, aby zastąpiła je inna seria postów, jednak nie wiem co mi z tego wyjdzie, ponieważ nie wiem jak będzie wyglądało moje życie w najbliższych tygodniach :) Czas pokaże :)


MOJE ODPOWIEDZI NA PYTANIA:

1. Czy rozmawiasz jeszcze ze swoją pierwszą miłością?
Moją pierwszą prawdziwą miłością był i jest mój W., więc odpowiedź brzmi: tak :) Wszystko inne nazywam zauroczeniami i nie mam już kontaktu z tymi chłopakami (a było ich aż dwóch). Z zasady jestem wierna i stała w uczuciach, więc nie ma się czym chwalić :D

2. Jaki był twój pierwszy napój alkoholowy?
Przez wiele, wiele lat byłam przeciwniczką alkoholu i w sumie nadal nią jestem (choć teraz pozostał mi tylko wstręt tylko do czystej wódki - w życiu się tego nie napiję, nie znoszę jej zapachu, brrrrr...). Piję tylko z moim W. i zazwyczaj jest to prymitywne piwo. Pierwszym napojem alkoholowym było...piwo? :)

3. Jak była twoja pierwsza praca?
Moją pierwszą "pracą" była konsultantka Oriflame :) Byłam z tego bardzo dumna :)

4. Jaka była pierwsza osoba, która do Ciebie dziś napisała?
Mój W.

5. Jaka była pierwsza osoba, o której dziś pomyślałaś?
Ja zwykle myślę o milionach spraw jednocześnie, więc ciężko jednoznacznie stwierdzić kto to był. Z pewnością był to mój W., ale znalazłaby się jeszcze jedna Osoba, o której pomyślałam :)

6. Gdzie po raz pierwszy leciałaś samolotem?
Nigdy nie leciałam samolotem i nie wiem czy kiedykolwiek polecę. Po pierwsze źle znoszę każdą zmianę ciśnienia, a po drugie zdecydowanie bardziej wolę podróże samochodem/pociągiem/busem/statkiem, bo są po prostu ciekawsze niż siedzenie i gapienie się w przestrzeń przez kilka godzin. Dzięki nim można zdobyć nowe doświadczenia, zobaczyć więcej ciekawych rzeczy i przeżyć coś fajnego. Oczywiście, wiem, że nie wszędzie da się dostać tymi środkami transportu i czasem samolot jest nieunikniony... Ale w takim razie ja bym takiego miejsca po prostu nie odwiedziła.

7. Gdzie po raz pierwszy zostałaś na noc?
U mojej babci! Liczy się? :) 

8. Kto był pierwszą osobą, z którą dziś rozmawiałaś?
Mój W. /jakie to przewidywalne :D/

9. Co było pierwszą rzeczą jaką dzisiaj zrobiłaś?
Wyłączyłam budzik o godzinie 4:55 rano :)

10. Jaki był pierwszy koncert, na którym byłaś?
Pierwszego koncertu nie liczę, bo był to występ Eleni, na który poszłam z babcią i mamą jako dziecko i nie byłam z tego zadowolona :D. Pierwszy prawdziwy koncert to był oczywiście mój Dżem i było to dawno temu.

11. Pierwsza złamana kość.
Jestem tą szczęściarą, że nic nie złamałam. Ale za to byłam szyta kilka razy, a rodzina się śmiała, że chirurg był moim przyjacielem :D 

12. Pierwszy piercing.
Hm. Jedyne kolczyki jakie noszę to te w uszach, a przekłucia nie pamiętam, bo byłam wtedy za mała :)

13. Pierwsze państwo za granicą, do którego pojechałaś.
Czechy. Byłam tam tylko chwilę i w sumie nie liczę tego jako wycieczki za granicę, bo nawet nie odczułam tego, że jestem poza Polską.

14. Pierwszy film, który pamiętasz.
Bardzo długo nie oglądałam filmów. Jako dziecko wolałam bajki i książeczki :) Pierwszym filmem jaki przychodzi mi na myśl jest "Uwolnić Orkę". Pierwsze dwie części znam prawie na pamięć :)

15. Pierwsza uwaga w dzienniczku.
Byłam wzorową uczennicą (do czasu liceum) i nie miałam uwag w dzienniczku :)

16. Pierwszy współlokator.
Od zawsze mieszkam z rodzicami, więc współlokatora nie miałam.


Miałam w planach wybrać spośród Was kilka dziewczyn, u których chciałabym zobaczyć odpowiedzi na te pytania, ale nie potrafię tego dokonać - byłoby Was zbyt dużo :D Nie umiem wybierać, taka prawda :D Dlatego jeśli macie ochotę, to po prostu napiszcie w komentarzach odpowiedź na jedno lub kilka pytań, albo zróbcie takiego posta na swoim blogu - zapewne odwiedzę :))

Przy okazji zapraszam Was na mojego Facebook'a: [klik]. 

Pozdrawiam,
Asia.

21 września 2013

Recenzja: Garnier Ultra Doux Siła 5 Roślin Szampon do włosów

Witajcie :)

Dziś zapraszam Was na recenzję, bo dawno jej nie było :) Z szamponem, którego Wam przedstawię wiązałam spore nadzieje i byłam przekonana, że u mnie się sprawdzi, podobnie jak dwa inne szampony z serii Ultra Doux, o których pisałam w poprzednim miesiącu. Niestety, troszkę się przeliczyłam :)


"Nowy szampon Garnier Ultra Doux to źródło energii i przyjemności dla włosów normalnych, osłabionych i zmęczonych. Czerpie on prosto z serca natury, łącząc w sobie wyciągi z 5 roślin wybranych ze względu na uzupełniające się właściwości: 
- zielona herbata - to znane źródło witalności
- cytryna - o właściwościach nadających blask
- eukaliptus - znany z właściwości odświeżających
- jasnota biała - znana z właściwości ograniczających wydzielanie sebum, jako źródło lekkości
- werbena - słynna z właściwości zmiękczających i łagodzących".


Szampon zamknięty jest w butelce charakterystycznej dla całej serii Ultra Doux. Szata graficzna cieszy oko i nawiązuje do zapewnień producenta o sile 5 roślin. 

Konsystencja jest gęsta, żelowa. Dobrze się pieni i łatwo spłukuje

Zapach jest największą zaletą tego szamponu. Dominuje w nim zielona herbata z dodatkiem cytryny. Jest bardzo odświeżający. Szkoda tylko, że nie utrzymuje się na włosach.


Mam bardzo duże zastrzeżenia do działania tego produktu. Oczekiwałam, że będzie doskonale oczyszczał włosy, a nawet obawiałam się tego, że może je wysuszać. Niestety, szampon ten dobrze myje włosy tylko wtedy, jeśli nie mamy na nich żadnych produktów do stylizacji, o olejach nie wspominając. Zdarzało się, że musiałam myć nim włosy nawet trzy razy, bo ciągle miałam wrażenie, że są brudne, a bardzo tego nie lubię. Przełożyło się to na jego wydajność, gdyż zużyłam go wyjątkowo szybko. 

Na plus można zaliczyć fakt, że nie wysusza i nie plącze włosów. Niestety, w obliczu tego, że prawie ich nie myje, jest to jednak nikły pozytyw :)

Nie zauważyłam także, aby dodawał moim włosom witalności. Nie błyszczały się bardziej niż zwykle, nie były miękkie i sypkie. Mam wrażenie, że były trochę obciążone.

Pojemność: 400ml
Cena: około 8zł
Dostępność: Rossmann, Drogeria Natura, Super-Pharm, markety
KWC: [klik]
Skład: Aqua/Water, Sodium Laureth Sulfate, Citric Acid, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Hydroxide, Sodium Chloride, Eucalyptus Globulus Extract/Ecualyptus Globulus Leaf Extract, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Polyquaternium - 10, Salicylic Acid, Limonene, Camellia Sinesis Extract, Camellia Sinesis Leaf Extract, Lamium Album Flower/Leaf/Stem Extract, Linalool, Lippia Citriodora Leaf Extract, Citrus Medica Limonum Extract/Lemon Fruit Extract, Citral, Hexylene Glycol, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance.

Wielka szkoda, że moje włosy nie polubiły się z tym szamponem, bo bardzo podoba mi się jego zapach. Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy jest to po prostu kiepski produkt, czy moje włosy mają inne wymagania, dlatego też nie piszę, że go nie polecam. Możecie sprawdzić i same się przekonać, czy warto czy nie warto kupić go ponownie :)

Pozdrawiam,
Asia.

20 września 2013

Domowe Kosmetyki: Haul

Witajcie :)

Na samym początku posta informuję wszystkich zainteresowanych, że pojawiła się zimowa kolekcja Yankee Candle - można ją już dostać w Mydlarni ChocoBath [klik]. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się jej tak szybko, ale zgodnie z obietnicą, zamówienie złożyłam i w przyszłym tygodniu pokażę Wam haul oraz napiszę ich recenzję :)


Dzisiaj mamy piątek, więc czas na serię Domowe Kosmetyki. Niestety, dziś nie będzie przepisu, a to dlatego, że w środę otrzymałam przesyłkę z naturalnymi półproduktami kosmetycznymi, które będę prezentować w tej serii. Przygotuję z nich m.in. odżywkę do rzęs i brwi, czy domowy peeling do ust. Niektóre z nich zamierzam stosować jako naturalny kosmetyk do twarzy, czy włosów i zapewne opiszę tutaj swoje zdanie na ich temat.


Swoje zamówienie złożyłam w sklepie E-naturalne.pl [klik]. Ogólnie jestem zadowolona z tego sklepu. Jedynym minusem jest to, że dwa produkty mają krótki termin ważności, ale postaram się je wykorzystać do tego czasu.

Oto co zamówiłam:


Skorzystałam z promocji -30% na wszystkie hydrolaty i skusiłam się na małą buteleczkę hydrolatu z kwiatów jaśminu [klik]. Będzie mi służył jako tonik. Zapłaciłam za niego 6,23zł.


Kolejnym zakupem jest korund kosmetyczny [klik], na temat którego słyszałam wiele pozytywnych opinii, szczególnie w filmikach na YT (głównie u Nissiax83). Zdecydowałam się sprawdzić, jak tak silny "peeling" zadziała na moją cerę. Mam nadzieję, że będę zadowolona i nie zrobię sobie nim krzywdy :D Zapłaciłam za niego 5zł


Spirulina [klik] była moim celem od dawien dawna. Słyszałam, że jest jedną z lepszych maseczek do twarzy i mam zamiar to sprawdzić. Kosztowała 3,70zł.


Tego pana nie trzeba chyba nikomu przedstawiać :) Osławiony olej kokosowy [klik] był punktem obowiązkowym tego zamówienia. Kosztował 6,90zł.


Olej z avocado [klik] będzie składnikiem jednego z moich przepisów. Znajdę dla niego również inne zastosowanie, jak tylko będę miała wolną chwilę, aby zająć się tą tematyką :) Kosztował 4,50zł.


Olej jojoba [klik] oraz olej ze słodkich migdałów [klik] to również składniki potrzebne do wykonania niektórych przepisów. Słyszałam również, ze olej ze słodkich migdałów nadaje się do wcierania w końcówki włosów. Zamierzam to sprawdzić. Pierwszy z nich kosztował 7,60zł, drugi 5,90zł.


Olej rycynowy [klik] mogłabym kupić w aptece, ale zamówiłam go przy okazji tutaj. Dobrze wpływa na włosy i paznokcie, będzie też potrzebny do odżywki do brwi i rzęs. Kosztował 2,90zł. Olej z wiesiołka [klik] kupiłam z zamiarem stosowania na twarz oraz łagodzenia nim ewentualnych podrażnień. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie :) Kosztował 3,90zł.

Jestem bardzo ciekawa jak spodoba mi się stosowanie naturalnych produktów do pielęgnacji :) Jeśli się u mnie sprawdzi to z pewnością nie będzie to moje ostatnie zamówienie. 

Używałyście któregoś z tych produktów? Macie jakieś cenne rady i doświadczenia? Piszcie, chętnie poczytam :)

Pozdrawiam,
Asia.

19 września 2013

Haul: Drogerie #2

Witajcie :)

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, dzielę się z Wami tym, co kupiłam wczoraj i nie tylko :) Staram się zawsze zbierać kosmetyki z kilku tygodni i dopiero wtedy przygotowywać posta. 


Jak widzicie, nie ma tego zbyt dużo i bardzo dobrze :) Skupiłam się w większości na rzeczach takich, które chciałam kupić od bardzo dawna.


Pierwsza, najnowsza zdobycz, to maska do włosów Kallos z keratyną. Mój główny cel wczorajszej wizyty w Hebe :) Idąc na zakupy wiedziałam tylko, że jest to "must have" z tej drogerii. Stojąc przy półce akurat trafiłam na moment, w którym pani przyniosła nową dostawę tych masek, gdyż ta wersja jako jedyna została wykupiona. Poszłam więc tym tropem i skoro była tak rozchwytywana, to zdecydowałam się właśnie na wersję z keratyną. Wiem, że w przyszłości zdecyduję się również na inne rodzaje masek tej firmy, bo postanowiłam zapuszczać włosy i będę je teraz rozpieszczać, aby szybciej rosły :) Stojąc w kolejce zauważyłam, że kilka dziewczyn dookoła również dźwiga te ciężkie (1000ml) opakowania akurat wersji keratynowej. Mam nadzieję, że to dobry znak :) Zapłaciłam za nią 7,99zł.


Smarowidła do ciała - chyba nikogo już to nie dziwi :) Kupiłam je w Drogerii Natura. Balsam Lirene musiałam kupić, bo bardzo interesuje mnie ich seria Youngy 20+, no a poza tym jest to nowość, którą muszę dla Was przetestować. Kosztował 13,49zł. Na mleczko do ciała Soraya Świat Natury zdecydowałam się dzięki Waszym komentarzom pod postem z recenzją kremu pod oczy. Mam nadzieję, że będę z niego zadowolona. Kosztowało 9,49zł


Odżywkę Garnier Goodbye Damage kupiłam, ponieważ naczytałam się o niej dużo pozytywnych recenzji i mam nadzieję, że u mnie również się sprawdzi. Poza tym odżywka, którą aktualnie testuję, nie przypadła mi za bardzo do gustu i nie wiem, czy zużyję ją w całości, dlatego wolę mieć coś w zapasie. Kosztowała około 8zł i kupiłam ją w Kauflandzie :)

Kolejny kosmetyk Garniera, to żel - krem z nowej serii Hydra Adapt. Znalazłam go w Biedronce i zapłaciłam za niego około 8zł. Zdecydowałam się na wersję dynamizującą, gdyż najbardziej odpowiada aktualnym potrzebom mojej skóry. 


Mała rzecz z Avonu to zestaw startowy kosmetyków do pielęgnacji twarzy serii Anew Vitale. W dalszym ciągu jestem zadowolona z kremu BB tej serii (recenzja niebawem, ponieważ chcę go dokładnie poznać). Myślę, że pozostałe kosmetyki również przypadną mi do gustu. Zestaw kosztował 35zł.


Krem Bambino to punkt obowiązkowy mojej kosmetyczki. Jest niezastąpiony jeśli chodzi o łagodzenie różnych podrażnień. Kosztował około 5zł w Rossmannie.

Mój pierwszy lakier Essie kupiłam wczoraj w Hebe. Zapłaciłam za niego 19,99zł. Zdecydowałam się na odcień Watermelon. Już nie mogę się doczekać momentu, w którym pomaluję nim paznokcie :)

Z nowości Essence wybrałam jedynie błyszczyk do ust Cherry Brownie. Był to wybór zupełnie spontaniczny :) Kosztował 4,49zł

Próbka, którą widzicie, to gratis od Hebe :)


Wczoraj wspominałam również o promocji w Empiku, dzięki której wzbogaciłam się o trzy książki. Zima idzie, trzeba uzupełniać zapasy ciekawej lektury na nudne wieczory :) Ewa Chodakowska przyda mi się jako motywator, kiedy za parę miesięcy wrócę do ćwiczeń. Książki Ewy Nowak bardzo lubię, więc nawet się nie zastanawiałam widząc ją na półce. Trzecia pozycja to wybór spontaniczny z półki bestsellerów :) Zobaczymy co z tego wyniknie :) Za te trzy książki zapłaciłam 74,30zł.

To by było na tyle. Miałyście coś z kupionych przeze mnie kosmetyków? :)

Pozdrawiam,
Asia.

18 września 2013

Post Informacyjny dla Dziewczyn z Katowic i okolic :)

Witajcie :)

Tak jak informowałam na Facebook'u (kto jeszcze mnie nie Lubi ma szansę zrobić to właśnie teraz :D), byłam dziś na zwiadach w nowo otwartej Galerii Katowickiej :) Walcząc z tłumem ludzi przeszłam wszystko dookoła, aby móc się z Wami podzielić tym, czy warto, czy nie warto wybrać się tam w najbliższych dniach, aby skorzystać z obowiązujących do niedzieli promocji :)

Głównym celem mojej wyprawy (i nie tylko mojej, sądząc po ilości ludzi wewnątrz) była Drogeria Hebe :) Gazetkę promocyjną możecie zobaczyć tutaj: [klik]. Jest to pierwsza Drogeria Hebe w Katowicach, więc nie ma się co dziwić, że aż tyle dziewczyn chciało ją dzisiaj odwiedzić. Ja miałam zamiar zdobyć maskę do włosów Kallos oraz lakier do paznokci Essie. Udało się i wszystko pokażę Wam w poście z zakupami, który powinien się pojawić jutro. Dodatkowo informuję, że limitka Essence Me & My Icecream była praktycznie nietknięta (oprócz kuleczek rozświetlających, niestety). Pojawiają się również pierwsze nowości jesienne. Niestety nie pamiętam nazwy limitki Catrice, ale również była nietknięta. Ogółem zaopatrzenie oceniam bardzo dobrze, obsługa również bardzo miła ;) Dostałam różowego kwiatka i próbki perfum. Towar był dokładany na bieżąco, więc nie było kłopotu z dostaniem czegokolwiek :) Jeśli macie okazję, to wybierzcie się tam i skorzystajcie z tych fajnych promocji :)

Odwiedziłam również Rossmanna, jest również bardzo dobrze zaopatrzony. Były wszystkie "puszki" do paznokci Wibo oraz szafa Eveline :) Jeśli bardzo Wam zależy na zakupie czegoś to możecie śmiało się tam wybrać, bo wszystkie kosmetyki są dostępne :)

Poza tym wszędzie pełno ludzi. Douglas, Sephora pękały w szwach :) Super-Pharm również :) Ogółem jestem bardzo zadowolona z zakupów, chociaż śmiertelnie zmęczona staniem w kolejkach (w Hebe stałam 40 minut :P).

Przy okazji informuję, że w Empiku w Silesia City Center (nie wiem jak w innych) jest promocja na książki "kupujesz trzy, płacisz za dwie" :) Nie mogłam nie skorzystać, więc wzbogaciłam się o trzy książki :)

Post z zakupami pojawi się jutro, bo dziś już nie ma dobrego światła do zdjęć :) Dorzucę do tego też kilka innych kosmetyków, które kupiłam wcześniej :)

A może Wy byłyście dzisiaj w Galerii? Jakie są Wasze odczucia? :)

Pozdrawiam,
Asia.

17 września 2013

Moja Opinia: Yankee Candle Jesienna Kolekcja 2013

Witajcie :)

Czy u Was też bez przerwy pada? :) U mnie bardzo... Przyznam szczerze, że lubię deszcz, więc osobiście nie przeszkadza mi taki stan rzeczy, ale wiem, że wiele osób cierpi teraz z powodu złego samopoczucia i kiepskiego humoru. Przesyłam Wam uśmiech i ogrom pozytywnej energii :D

Dziś przychodzę do Was z tematem miłym i ocieplającym chłodną aurę, czyli z moją opinią na temat jesiennych wosków Yankee Candle.


Ostatnie wieczory spędzałam w towarzystwie tych oto zapachów :) Miałam wielką frajdę z odpalania codziennie innego wosku - to naprawdę uzależnia :)

Nie wiem jak Wy, ale ja mam ogromną słabość do tych naklejek z obrazkami przedstawiającymi każdy zapach. Zwykle po roztopieniu wosku w kominku czujemy dokładnie to, co widzimy na obrazku. Osobiście uważam to za niesamowite i kieruję wielki ukłon w stronę ludzi, którzy to tworzą :)


Pierwsze dwa wieczory testowałam Salted Caramel i November Rain. Byłam bardzo ciekawa, jak każdy z nich rozwinie się po roztopieniu. Oto co wywąchałam :)


SALTED CARAMEL

Moja opinia mogłaby się zamknąć w jednym zdaniu: pachnie jak solony karmel :) Rozwinę to jednak, gdyż nie przystoi pozostawić go bez dokładniejszej recenzji :) 

Przede wszystkim jest to zapach bardzo intensywny. Paliłam go wieczorem, a zapach unosił się w pokoju do południa dnia następnego :) Główną nutą, którą wyczuwam, jest właśnie sól. Mimo to, nie dominuje zapachu karmelu, a idealnie go uzupełnia. Nie obawiajcie się przesadnie słodkich, mdłych aromatów.

Moim zdaniem przypomina trochę zapach Snickersa, ale nie wiem, czy jest to dobre porównanie... :D


NOVEMBER RAIN

Przyznam, że byłam najbardziej ciekawa właśnie tego zapachu. Może dlatego, że kojarzy mi się ze znaną piosenką zespołu Guns'n'Roses o takim samym tytule :D Poza tym nie mogłam sobie wyobrazić, jak w formie wosku można ująć zapach listopadowego deszczu. 

Po zapaleniu świeczki, pokój ogarnął ciepły, przyjemny zapach. Nie duszący, a bardzo intrygujący. Jest w nim coś męskiego. Nasuwa mi się wizja spaceru w listopadowym deszczu z mężczyzną, który pięknie pachnie. Przy tym wosku zdecydowanie można się zrelaksować i odprężyć.

Jest w nim coś, co przywołuje charakterystyczny zapach jesiennego powietrza po deszczu. Aby się przekonać, trzeba go powąchać :)


Kolejne dwa woski również były dla mnie nie lada zagadką :) Za nic w świecie, nie potrafiłam wyobrazić sobie ich zapachu.


LAKE SUNSET

Jest to zapach, który od razu skojarzyłam z moim ukochanym Soft Blanket. Jest bardzo ciepły, otulający, rozgrzewający. Kojarzy się z ostatnimi wakacyjnymi wieczorami, spacerami w promieniach zachodzącego słońca... Myślę, że jest to zapach idealny dla marzycielek, które w jesienne miesiące często wracają wspomnieniami do wakacji. 


VANILLA CHAI

Jest to zapach, którego główne nuty to cynamon. Nie słodki cynamon, a taki korzenny, kojarzący się z zapachem, który unosi się w mieszkaniu podczas pieczenia pierniczków :) Idealnie wpasuje się w przedświąteczne tygodnie. Kiedy go paliłam, w pokoju uniosła się iście świąteczna, ciepła i domowa atmosfera :) Będzie też ciekawym uzupełnieniem wieczorów pod kocem z kubkiem gorącej herbaty w ręku.


Moimi faworytami tej kolekcji są November Rain oraz Lake Sunset, głównie dlatego, że uwielbiam ciepłe, otulające zapachy. Salted Caramel oraz Vanilla Chai również przypadły mi do gustu. Ogółem uważam całą kolekcję za bardzo udaną i polecam ją gorąco :)

Dla niewtajemniczonych: cena jednego wosku to 6zł. Można je dostać w sklepach internetowych takich jak: Świat Zapachów, Zapach Domu, Candle Room, Mydlarnia Chocobath, Goodies.pl oraz stacjonarnie w niektórych miastach w Polsce (polecam wyszukiwarkę Google :D).

A Wy który zapach lubicie najbardziej? :)

Pozdrawiam,
Asia.

13 września 2013

Domowe Kosmetyki: Peeling kawowy

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na drugiego posta z serii Domowe Kosmetyki. Tym razem przedstawię Wam przepis na domowy peeling kawowy do ciała. Pewnie większość z Was już o nim słyszała, ale przypuszczam, że nikomu nie chce się go przygotowywać. Może mój post kogoś zmotywuje do zrobienia sobie domowego spa :) W końcu mamy weekend! :)

Zaczynamy!

Potrzebne składniki to:
- kawa mielona - obojętnie jaka, może być najtańsza jaką dostaniecie w sklepie; oczywiście nie może być rozpuszczalna :D
- sól 
- woda
* cynamon


Do miseczek dodajemy kawę i sól. Proporcje są różne i większość przepisów jakie znalazłam podawały je "na oko". Ja na zdjęciach pokazuję proporcję "pół na pół" - w miseczkach mam trzy łyżki stołowe kawy i trzy łyżki stołowe soli. Jeśli zależy Wam na trochę mocniejszym peelingu (ale uwaga - ten przedstawiony przeze mnie jest już bardzo mocny) możecie zwiększyć ilość soli. Słyszałam, że można zastąpić sól cukrem, ale osobiście nie próbowałam tej wersji.

Mnie taka ilość peelingu wystarcza, ale jeśli macie potrzebę, przygotujcie go odpowiednio więcej.


Wszystko mieszamy ze sobą. W tym momencie można dodać dwie małe łyżeczki cynamonu. Ja ten krok zwykle pomijam, ponieważ jak wiadomo cynamon ma silne działanie, które może niektórych uczulać, a po kolejne osobiście nie przepadam za nim. Jeśli jednak Wy go lubicie, to bez problemu go dodajcie :)


Gotowa mieszanka powinna wyglądać mniej więcej tak, jak na zdjęciu powyżej. Im bardziej biała, tym silniejszy peeling.


Kolejnym krokiem jest dodanie wody i tutaj również najczęściej stosuje się proporcję "na oko". Ja dodałam trzy łyżki stołowe. Moja mieszanka wyszła odrobinę sypka, ale zrobiłam to specjalnie, ponieważ jak wiadomo peeling nakłada się na mokre ciało, a to zawsze trochę zmienia jego początkową konsystencję. Poza tym zawsze lepiej dodać trochę wody pod prysznicem, niż już na początku przesadzić z jej ilością i uzyskać kawową papkę zamiast peelingu :)


Następnie udajemy się do łazienki i przystępujemy do wykonania peelingu ciała. Moim zdaniem jest to najlepszy z dostępnych peelingów i wszystkie sklepowe nie mogą się z nim równać. Skóra jest idealnie gładka przez kilka dni. Regularnie stosowany wygładza ją, ujędrnia i poprawia koloryt. Dodatkowo możemy same decydować o sile jego działania poprzez zmianę proporcji kawy i soli. Same plusy :) Jedynym minusem jest to, że trochę brudzi łazienkę, ale na szczęścia kawa łatwo się spłukuje.

Na zakończenie nakładamy ulubiony balsam do ciała i cieszymy się idealnie gładką skórą :)

Mam nadzieję, że ten przepis przypadnie Wam do gustu :)

Pozdrawiam,
Asia.

12 września 2013

Prezentacja Lakieru: Pierre René Sand Effect Nr 03

Witajcie :)

Dziś zapraszam Was na drugi lakier piaskowy marki Pierre René. Pierwszy możecie zobaczyć tutaj: [klik]. Zauważyłam, że spora część Was jest jednak bardziej za klasyką, niż efektem piasku. Przyznam szczerze, że ja również, ale trzeba testować nowości - taki los blogerki :) Poza tym bardzo to lubię. Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł na ciekawy manicure z użyciem lakieru piaskowego i myślę, że kiedy go zrealizuję to z pewnością się tutaj pojawi :)


Buteleczka jest bardzo ładna, typowa dla lakierów tej serii. Posiada specjalny system zamknięcia "click", który zapobiega wysychaniu lakieru, a w środku znajduje się metalowa kuleczka ułatwiająca mieszanie lakieru. Jej pojemność to 11ml.


Pędzelek jest długi i wąski, a konsystencja lakieru jest delikatnie grudkowata. Nie utrudnia to jednak malowania paznokci. 


W buteleczce są widoczne drobinki. Efekt, który uzyskujemy na paznokciach nie jest jednak brokatowy, co mnie bardzo zaskoczyło.


Na zdjęciach mam nałożone dwie cienkie warstwy lakieru. Pierwsza wysycha bardzo szybko, druga po około 20 minutach jest już odporna na uszkodzenia. 

Zmywanie jest bezproblemowe, jeśli użyje się troszeczkę więcej zmywacza niż w przypadku zmywania tradycyjnego lakieru do paznokci.


Lakier w dotyku jest szorstki i rzeczywiście przypomina piasek. Jest odporny na ścieranie. Na moich paznokciach utrzymał się dwa dni bez odprysków, po czym zaczął schodzić z końcówek. Myślę, że nie jest to zły wynik. Należy jednak pamiętać, że trwałość lakieru jest uzależniona od stanu paznokci, użytej bazy i top coat'u oraz od trybu życia, jaki prowadzimy.


Tak jak wspominałam poprzednio, problemem tych lakierów jest ich dostępność. Ja swoje zakupiłam w małej drogerii w moim mieście. Ich cena to 9,99zł za buteleczkę.

Przyznam, że oba kolorki podobają mi się tak samo i ogólnie jestem z nich bardzo zadowolona, choć tak jak wspominałam na początku, nie jestem wielką lakierów piaskowych :)

Pozdrawiam,
Asia.

11 września 2013

Recenzja: Soraya Świat Natury Wygładzający krem pod oczy

Witajcie :)

Dziś zapraszam Was na recenzję kremu pod oczy z serii Soraya Świat Natury. Przyznam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam kosmetyki tej serii byłam zachwycona i przekonana, że większość z nich kupię. Stało się jednak tak, że miałam spory zapas kremów do twarzy i olejków, więc zdecydowałam się jedynie na krem pod oczy. Przetestowałam go solidnie i teraz nadszedł czas, aby podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.


"Wygładzający krem pod oczy i na powieki stworzony został z myślą o kobietach, które pragną w wyjątkowy sposób zatroszczyć się o delikatną skórę okolic oczu. Zastosowane w jego formule wartościowe oleje roślinne doskonale pielęgnują skórę powiek, przyjemnie ją nawilżają i natłuszczają, a witamina E odżywia naskórek czyniąc go gładkim, miękkim i elastycznym. Skóra wokół oczu staje się promienna, zyskuje wypoczęty wygląd, drobne zmarszczki ulegają wygładzaniu,a cienie pod oczami rozjaśnieniu".


Szata graficzna całej serii jest bardzo ładna, przyciąga uwagę i kusi do zakupu. Przyznam, że podobała mi się cała kampania reklamowa wprowadzająca te kosmetyki na rynek :)

Krem zamknięty jest w małej tubce typowej dla kremu pod oczy. Bardzo lubię kremy z takim aplikatorem, gdyż można nim łatwo i higienicznie nałożyć kilka małych porcji na obszar pod oczami, po czym delikatnie je rozsmarować. Ogólnie rzecz ujmując, opakowanie zaliczam na plus.


Konsystencja kremu jest gęsta. Byłam zachwycona tym faktem, dlatego że kupiłam go z zamiarem stosowania na noc, więc myślałam, że taka treściwa konsystencja będzie idealnie nawilżać obszar pod oczami.

Z racji tego, że jest to tak gęsty krem, nie polecałabym stosowania go na dzień, chyba że jesteście posiadaczkami bardzo suchej skóry lub macie czas, aby pomiędzy nakładaniem kremu a robieniem makijażu zachować minimum 30 minut przerwy.

Krem jest bezzapachowy.


Był to trzeci krem pod oczy, jaki stosowałam w swoim życiu. Dwa poprzednie były Ziai (oliwkowy oraz kozie mleko). Sądzę, że mam już jakieś doświadczenie w tym zakresie i dlatego odważyłam się napisać dla Was tę recenzję.

Działanie tego kremu niestety nie jest dobre.

Spodziewałam się nawilżenia - nie otrzymałam go. Ponadto mam wrażenie, że otrzymałam efekt zupełnie odwrotny. Wydaje mi się, że skóra wokół moich oczu stała się bardziej sucha i podatna na powstawanie zmarszczek mimicznych. Podczas stosowania kremów Ziai (szczególnie tego oliwkowego), miałam wrażenie, że obszar pod moimi oczami jest elastyczny i wygładzony. Tutaj niestety tego nie doświadczyłam.

Dodatkowym minusem jest to, że podrażnia oczy. Nie jest to wina mojego braku umiejętności w tym zakresie, ponieważ żaden inny krem nie powodował u mnie łzawienia i pieczenia oczu, a każdy nakładałam w ten sam sposób. 

Budząc się rano nie widziałam wygładzania, nawilżenia ani rozjaśnienia cieni pod oczami

Nie zużyję tego kremu do końca. Nie wyobrażam sobie dalszego stosowania kosmetyku, który podrażnia oczy. Skóra tamtych okolic jest bardzo delikatna i wrażliwa, podobnie jak same oczy. Trzeba o nie dbać :)


Pojemność: 15ml
Cena: około 10zł
Dostępność: Rossmann, Drogerie Natura, Super-Pharm
KWC: [klik]
Skład: Aqua, Decyl Oleate, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Ceteareth-12, Petrolatum, Ceteareth-20, Dimethicone, Oenothera Biennis Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Ceramide 3, Ceramide 6 II, Ceramide 1, Phytosphingosine, Cholesterol, Sodium Lauroyl Lactylate, Xanthan Gum, Tocopherol, Panthenol, Carbomer, Tetrahydroxypropyl, Ethylenediamine, PEG-8, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben.

Podsumowując, nie polecam Wam tego kremu. Wiązałam z nim spore nadzieje i myślałam, że będę nim zachwycona, ale niestety tak się nie stało. Nie skreślam całej serii Świat Natury. Obecnie testuję peeling morelowy i jak na razie nie mam zastrzeżeń. 

Przy okazji posta o takiej tematyce, zapraszam Was do obejrzenia filmiku na temat prawidłowego nakładania kremu pod oczy, który nagrała Nissiax83 [klik]. Pewnie większość z Was już ją dobrze zna, a jeśli nie to gorąco zachęcam do zapoznania się z jej filmikami :)

Pozdrawiam,
Asia.

10 września 2013

Haul: Yankee Candle #2

Witajcie :)

Kilka dni temu pisałam na Facebook'u, że zamówiłam woski Yankee Candle. Dziś przyszła pora, aby pokazać Wam je na blogu. Wiem, że ostatnio Blogger pęka od postów na ten temat, ale ja wprowadziłam Yankee Candle na swój blog parę miesięcy temu i zamierzam to kontynuować, a nawet rozwinąć o recenzje poszczególnych zapachów. Miałam to zrobić już poprzednim razem, ale z powodu przerwy w blogowaniu, nie udało mi się zrealizować tego pomysłu.

Mój pierwszy haul Yankee Candle możecie zobaczyć tutaj: [klik]. Zamówiłam wtedy bardzo dużo wosków i większość jeszcze mam :)

Tym razem zamówiłam ich mniej i skupiłam się na zapachach jesiennych :)


Swoje woski kupiłam w sklepie Mydlarnia ChocoBath [klik]. W środę w południe złożyłam i opłaciłam zamówienie, a w piątek rano było już u mnie. Oczywiście nie było mnie w domu, więc odebrałam je dopiero wczoraj :) 


Obowiązkową pozycją na mojej liście zakupów były woski z edycji jesiennej 2013, w skład której wchodzą zapachy: Salted Caramel, November Rain, Vanilla Chai i Lake Sunset. Cieszę się, że akurat wszystkie były dostępne. Kiedy już je przetestuję, przygotuję na ich temat osobnego posta.


Wybrałam również dwa inne jesienne woski: Nature's Paintbrush oraz Home Sweet Home. Ten ostatni zdominował wszystkie inne zapachy. Jest tak mocny, że czułam go nawet przez kopertę :) 

Soft Blanket to zapach, który podbił moje serce i jestem pewna, że w przyszłości zdecyduję się na kupno dużej świecy. Marzy mi się, aby tak właśnie pachniało w moim własnym mieszkaniu. Przygotuję na jego temat osobnego posta :)


Następny haul planuję, kiedy pojawi się już edycja zimowa, w skład której będą wchodziły zapachy: Merry Marshmallow, Christmas Memories, Snowflake Cookie oraz Season of Peace. Szczerze mówiąc, nie mogę się już doczekać dnia, kiedy pojawią się w sklepach. Zapewne skuszę się na więcej zimowych zapachów, o ile będą dostępne. To będzie moja pierwsza zima z Yankee Candle :)

A Wy wpadłyście już w manię Yankee Candle? :)

Pozdrawiam,
Asia.

7 września 2013

Recenzja: Lush None of Your Beeswax balsam do ust

Witajcie :)

Cieszę się, że tak pozytywnie przyjęłyście wczorajszy post :) Bardzo mi miło :) Dziękuję.

Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnego na tym blogu produktu Lush'a. Bardzo chciałabym, aby ich sklep wreszcie się u nas pojawił. A Wy? :)


Pod lupę bierzemy balsam do ust. Zamówiłam go spontanicznie, jako uzupełnienie peelingu do ust. Poza tym byłam bardzo ciekawa jak działa balsam do ust o naturalnym składzie


Opakowanie to mała, metalowa puszeczka. Wieczko jest odkręcane, więc nie musimy się martwić, że podczas otwierania połamiemy sobie paznokcie. 

Balsam topi się pod wpływem ciepła palców i łatwo rozprowadza się na ustach pozostawiając na nich delikatny połysk.

Zapach jest cytrynowy, z delikatną nutą kokosową. Z początku nie przypadł mi do gustu, jednak po czasie przekonałam się do niego i teraz już mi nie przeszkadza. Nie jest wyczuwalny na ustach. Smak ma neutralny. 


Ja nakładam go na usta codziennie podczas wieczornej pielęgnacji. Pozostawia je miękkie i nawilżone. Regularnie używany zapobiega powstawaniu suchych skórek. Wad nie zauważyłam :)

Moim zdaniem jest to balsam dobry dla dziewczyn, które zwracają uwagę na skład kosmetyków. Działanie ma zbliżone do innych produktów do ust, które są łatwiej dostępne i o wiele tańsze.

Pojemność: 10g
Cena: £5,75
Dostępność: sklepy Lush [klik], Allegro
Skład: Fair Trade Shea Butter, Glycerine, Extra Virgin Coconut Oil, Japan Wax, Murumuru Butter, Cupuacu Butter, Mandarin Oil, Perfume, Fresh Lemon, Vanilla Absolute, *Citral, *Geraniol, *Limonene, *Linalool.

Podsumowując, jest to bardzo dobry balsam do ust, który polecam. Nie jest to jednak kosmetyk "must have". Można go zastąpić Carmexem czy Tisane :)

Pozdrawiam,
Asia.

6 września 2013

Domowe Kosmetyki: Plasterki na wągry

Witajcie :)

Dzisiejszy post rozpoczyna kolejną serię na moim blogu. Jak widzicie po tytule, będę starała się pokazywać Wam ciekawe pomysły na domowe kosmetyki. W planach mam, aby takie posty ukazywały się w każdy piątek. Zobaczymy, czy mi się to uda. Jest to spore wyzwanie :)

Na początek wybrałam prosty przepis, który można przygotować w 5 minut, a składniki potrzebne do jego wykonania można znaleźć w kuchni. Zaczynamy :)


Potrzebne składniki to:
- żelatyna
- mleko
- miseczka, którą można użyć w mikrofalówce
- łyżeczka 
- mikrofalówka :D


Do miseczki wlewamy łyżeczkę mleka i dosypujemy łyżeczkę żelatyny.


Całość delikatnie mieszamy, aż powstanie gęsta pasta. Następnie wkładamy miseczkę do mikrofalówki na 10 sekund.


Po wyjęciu z mikrofalówki powstaje nam bardzo gęsty płyn, który nakładamy palcem na nos i brodę. Oczywiście należy chwilkę odczekać, aby się nie poparzyć. Nie wdychamy (nie pachnie zbyt pięknie) i czekamy, aż zaschnie na twardą skorupę :) Zajmuje to od 10 do 15 minut.

Po zaschnięciu powoli zdejmujemy, zaczynając od brzegów. Oszczędziłam Wam zdjęć zaschniętych plasterków - każdy ma chyba na tyle wyobraźni, że domyśla się, jak to może wyglądać :)

Zaznaczam, że nie usuwają one wągrów, które są głęboko osadzone i bardzo duże - takie należy usunąć mechanicznie. Jeśli jednak macie tylko delikatne czarne kropeczki, jak ja, to takie plasterki bez problemu Wam je usuną.


Kilka porad:

Nie polecam nakładania zbyt grubej warstwy, bo zamiast ładnie zaschnąć zrobi się z tego guma i nie zadziała tak, jak powinna. Ja za pierwszym razem nałożyłam za dużo i byłam zawiedziona :) Na szczęście nie poddałam się, spróbowałam raz jeszcze i teraz z każdym razem idzie mi coraz lepiej i mam coraz większą wprawę.

Nie polecam zastępowania mleka wodą - próbowałam i nie działa.

Nie polecam nakładania na nos, jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy na zapachy.

Nie ma potrzeby robienia wcześniej parówek ziołowych, ponieważ nasza pasta po wyjęciu z mikrofalówki jest ciepła i to wystarcza, aby otworzyć pory. Ja po zdjęciu plasterków wykonuję jeszcze peeling, który pomaga usunąć to, czego nie usunęły plasterki. Jeśli jakiś kolega jest wyjątkowo odporny, to wtedy po prostu delikatnie go wyciskam ;)

Mam nadzieję, że nie muszę przypominać o podstawowych zasadach higieny - ręce i sprzęty kuchenne powinny być czyste, podobnie jak skóra twarzy. Należy też pamiętać o tym, aby żelatyna i mleko nie były przeterminowane.

Nie zrażajcie się, jeśli pierwsze podejście nie będzie udane :) 


Mam nadzieję, że komuś się to przyda. Ja osobiście bardzo lubię ten przepis, bo jest tańszy niż plasterki dostępne w sklepie, a końcowy efekt jest bardzo podobny.

Pozdrawiam,
Asia.