23 czerwca 2015

Kolorowe Paznokcie #3: Miss Sporty Clubbing Color 1 Minute Quick Dry nr 190

Hej, hej, witajcie! ^^

Dzisiaj przychodzę do Was z obiecaną prezentacją kolejnego lakieru Miss Sporty z nowej serii 1 Minute Quick Dry. Pierwszy kolorek możecie zobaczyć tutaj: [klik].


Jak już wiecie, widząc nową serię odcieni wybrałam piękny róż, no i ten lekko rozbielony fiolet. Podobny, ale bardziej intensywny kolor z serii Clubbing Color pokazywałam Wam przy okazji akcji Kolorowe Lato na paznokciach [klik].


Prezentowany odcień o numerze 190 jest bardzo delikatny, pastelowy. Moim zdaniem, jest bardziej wiosenny, niż letni. Przynajmniej ja częściej sięgam po takie odcienie wiosną :)

Buteleczka zawiera 7ml lakieru i kosztowała około 7zł. 


Pędzelek jest standardowy dla tych lakierów, bardzo wygodnie się nim pracuje. Konsystencja również bez zarzutu, aczkolwiek zauważyłam, że jest mniej gęsta niż w przypadku różu prezentowanego w poprzednim wpisie tej serii.


Tak jak wspominałam poprzednio, żaden lakier nie jest w stanie porządnie wyschnąć w 60 sekund. Jednakże odcienie tej serii po upływie dwóch do czterech minut są suche na tyle, że dotknięcie płytki paznokcia nie pozostawia odcisku palca.

Przypomnę, że producent zapewnia długotrwały i błyszczący kolor już po jednej warstwie lakieru. Na zdjęciach widzicie dwie warstwy bez żadnego top coat'u. Już przy różu zaznaczyłam, że przy jednej warstwie lakieru zdarzały się prześwity i kolor nie był intensywny i lśniący. Tutaj było znacznie gorzej i kolejna warstwa była wręcz obowiązkowa. 

Jak zawsze, nie oceniam trwałości lakieru, gdyż jest ona uzależniona od stanu naszych paznokci, tego czy użyjemy bazy pod lakier oraz czy pokryjemy go top coat'em. 


Jestem zadowolona z tego lakieru, ale bardziej przypadł mi do gustu ten różowy. Pewnie dlatego, że po prostu zawsze ciągnie mnie do odcieni różu i czerwieni :) Jednak biorąc pod uwagę tylko ich właściwości, to są praktycznie identyczne, więc śmiało sięgajcie po kolor, który Wam odpowiada.

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik]. Obecnie nagrywam serie z Simsów 4, przepięknej i klimatycznej gry The Night of the Rabbit oraz z Don't Starve :)

19 czerwca 2015

Pierwsze Wrażenia #3 - Nowości Ziai, czyli żel micelarny, tonik ogórkowy oraz krem do twarzy ogórek - mięta kwas PHA

Hej, hej, witajcie! ^^

W pierwszym poście z serii Gingerowe Pamiętniki [klik] pokazywałam Wam swoje zdobycze z Rossmanna. Wśród nich znalazło się kilka nowości naszej polskiej Ziai. Osobiście uwielbiam tę firmę i nie mogłam przejść obok nich obojętnie :)

Przez ostatni czas testowałam ich działanie podczas porannej pielęgnacji. Postanowiłam opisać Wam moje pierwsze wrażenia z używania tych produktów. Pamiętajcie, że nie jest to recenzja, a moje luźne spostrzeżenia, które być może pomogą komuś z Was w ocenie, czy są to kosmetyki warte zakupu.


Muszę przyznać, że cały zestaw prezentuje się bardzo ładnie. Podoba mi się nowa szata graficzna, którą Ziaja stopniowo wprowadza do swoich produktów.

Plus oczywiście za żel z pompką oraz zatrzaskowe zamykanie kremu i toniku. To bardzo ułatwia codzienne stosowanie :)


Żel micelarny kupiłam z zamiarem stosowania rano. Producent obiecuje łagodne oczyszczenie skóry, zmiękczenie i wygładzenie naskórka oraz utrzymanie właściwego poziomu nawilżenia. Zgadzam się z tym w 100%. 

Żel pięknie, odświeżająco pachnie. Dodatkowo, bardzo delikatnie chłodzi, co było zbawieniem podczas panujących ostatnio upałów. Skóra po użyciu tego żelu jest odświeżona i rozjaśniona. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia i jestem prawie pewna, że ten problem z czasem się nie pojawi. Mam już pewne doświadczenie w testowaniu żeli do mycia twarzy i widzę, że jego formuła jest na tyle łagodna, że nie powinna przesuszać. 

Określenie "żelu micelarnego" jest moim zdaniem idealne w przypadku tego produktu. Mam wrażenie, że "micele" usuwają tylko zanieczyszczenia, nie naruszając przy tym naskórka. Skóra jest gładka i bardzo czysta, ale nie "piszczy" z tej czystości pod wpływem dotyku. Wierzę, że wiecie co mam na myśli :)

Nie testowałam go pod kątem usuwania makijażu. Po pierwsze dlatego, że producent nie obiecuje, że ten produkt ma to robić. Po drugie, stosowałam go tylko rano, a po trzecie w ostatnim tygodniu nie nakładałam na siebie makijażu, więc nie miałam nawet okazji tego sprawdzić ;)

Moim zdaniem ten żel jest bardzo, bardzo, bardzo godny uwagi!!

Pojemność: 200ml
Cena: 8,49zł
Link do Rossmanna: [klik]
Skład: Aqua (Water), Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-7 Glyceryl Cocate, Sodium Cocoyl Isethionate, Undecylenamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Lactobionic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Xanthan Gum, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Sodium Hydroxide, CI 42090, CI 19140, CI 47005.



Tonik... Mam wrażenie, że jest to ten sam słynny tonik ogórkowy Ziai, którego wszyscy znają, tylko w nowym opakowaniu :) Tamtego zużyłam kilka buteleczek i bardzo lubiłam. Ten również przypadł mi do gustu. 

Robi to, co powinien robić tonik. Oczyszcza, tonizuje, ładnie pachnie. Zauważyłam, że dość długo wysycha. Dla jednych będzie to plus, dla innych minus.

Po użyciu żelu skóra jest gładka i matowa. Kiedy nałożymy na nią tonik, zaczyna się delikatnie świecić, ale nie jest to świecenie spowodowane nadmiarem sebum, a raczej ładny blask nawilżonej cery.

Pojemność: 200ml
Cena: 8,49zł
Skład: Aqua (Water), Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Panthenol, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Amyl Cinnamal, Linalool, Citric Acid.



Ten krem również zgarnie same pochwały :) Jest bardzo przyjemny w aplikacji. Ładnie, delikatnie i świeżo pachnie. Ma lekką formułę, która szybko się wchłania. Skóra po jego użyciu nie jest lepka w dotyku.

Nie testowałam go pod kątem nakładania podkładu, ale moim zdaniem nie będzie sprawiał problemów w tej kwestii. Myślę tak głównie dlatego, że bardzo dobrze wchłania się w skórę i nie czuć go pod dotykiem palców.

Twarz po jego użyciu jest gładka i nawilżona cały dzień. Nie zauważyłam nadmiaru wydzielania sebum (w przeciwieństwie do słynnego kremu Dermoline po którym świeciłam się po dwóch godzinach od aplikacji, choć zwykle nie miałam z tym problemu :)). 

Pojemność: 50ml
Cena: 7,49zł
Link do Rossmanna: [klik]
Skład: Aqua (Water), C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Ethylhexanoate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycerin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, Butyl Methoxydibenzoylomethane, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Octocrylene, Propylene Glycol, Lactobionic Acid, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano), Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Xanthan Gum, Methylparaben, Diazolidinyl Urea, Parfum (Fragrance), Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Citronellol, Mentha Arvensis Leaf Extract, Sodium Hydroxide, CI 42090, CI 19140, CI 47005.



Odkąd zaczęłam używać tych kosmetyków moja skóra wygląda lepiej. Zauważyłam stopniowe i bardzo delikatne rozjaśnianie twarzy i dopiero teraz, podczas tworzenia tego wpisu doczytałam, że rzeczywiście producent obiecuje łagodzenie różnego rodzaju podrażnień i delikatne rozjaśnienie naskórka. Myślę, że to połączenie mojej wieczornej pielęgnacji (o której już niebawem) z tym zestawem daje taki efekt, ale mimo to jestem bardzo, bardzo zadowolona :)

Podsumowując, gorąco polecam Wam te kosmetyki. Moim zdaniem szybko osiągną taką popularność, jak seria Liście Manuka, którą osobiście uwielbiam :) 

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik]. Widzę, że jest Was coraz więcej i bardzo mnie to cieszy :)

16 czerwca 2015

Książka na Wakacje #1 - "Świat do góry nogami" B. Ostrowicka

Hej, hej, witajcie! ^^

Lubicie czytać książki? Bo ja bardzo :) Od najmłodszych lat pochłaniałam książkę za książką. W pierwszej klasie szkoły podstawowej dostałam (jako jedyna pierwszoklasistka) dyplom czytelnika. Znały mnie wszystkie panie bibliotekarki zarówno te w szkole, jak i te z biblioteki osiedlowej. 

Postanowiłam wprowadzić serię postów "Książka na Wakacje". Przez cały okres wakacyjny będę przychodziła do Was z propozycjami książek lekkich, które można przeczytać szybko i przyjemnie. Mam cichą nadzieję, że przyciągnę uwagę moich młodszych Czytelniczek. Choć teoretycznie jestem dorosła, nadal moimi ulubionymi książkami są te skierowane dla młodzieży :)


Jako pierwszą przedstawię Wam powieść "Świat do góry nogami" autorstwa Beaty Ostrowickiej. Do dziś pamiętam dzień, w którym ją dostałam. Był ciepły, majowy lub czerwcowy poranek. Byłam chora, leżałam w łóżku. Odwiedziła mnie wtedy moja Babcia, przynosząc oczywiście siatki owoców (pamiętam, że był wtedy sezon na truskawki), soki, troszkę słodyczy no i tę książkę. Choć było to wiele lat temu, do dziś pamiętam jak czekałam, aż minie mi gorączka, żeby móc zacząć czytać tę książkę.


Kiedy już zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Historia głównej bohaterki Oli bardzo mnie przejęła. Autorka dotyka wielu problemów, z którymi zmagają się nastolatki. Choć na niewielu spada ciężar utraty ukochanej mamy, to jednak większość musi zmierzyć się z własnymi słabościami, nadmiarem obowiązków i trudnym czasem dojrzewania.


Oczywiście pojawia się również wątek pierwszej miłości. Trudnej, pełnej bardzo zróżnicowanych emocji. Ola, znajduje się w trudnym momencie w życiu i na dodatek właśnie wtedy dopada ją to silne, burzliwe uczucie. Cicho napomknę, że moim zdaniem każda nastolatka wiele dałaby za takiego Mateusza obok siebie :)


Jak widzicie moja książka jest już sklejona taśmą :) Wiele ze mną przeszła. Od czasu kiedy ją dostałam, czytam ją w każde wakacje. Przyznam, że kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy chciałam "dogonić wiekowo" główną bohaterkę, mieć już to wymarzone szesnaście lat no i przeżyć pierwszą miłość. Teraz cenię sobie to, że ja dojrzałam, Ola nadal jest szesnastolatką, a ja mogę spojrzeć na jej problemy z innej perspektywy i nadal uczyć się od niej czegoś nowego.


I co tu więcej dodawać... Po prostu gorąco polecam Wam tę książkę!

Może warto również w nadchodzące wakacje zajrzeć do pobliskiej biblioteki? Może akurat znajdziecie tam dla siebie coś ciekawego :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik].

13 czerwca 2015

Manicure Tygodnia #1

Hej, hej, witajcie! ^^

Dzisiaj znowu będzie paznokciowo :) Postanowiłam, że wprowadzę nową serię postów, w których będę przedstawiać Wam zdobienie, które ostatnio gościło na moich paznokciach. 

Bardzo często wykonuję delikatne zdobienie, które jest tak proste, że nie wymaga omawiania "krok po kroku" lub po prostu nie mam czasu aby przygotować tak złożony wpis. Właśnie dlatego wymyśliłam "Manicure Tygodnia" :)


Ostatnie dni nosiłam na paznokciach bardzo proste zdobienie, którego wykonanie zajęło mi parę chwil, a efekt był, moim zdaniem, całkiem zacny :D


Bardzo często decyduję się na nałożenie małej ozdoby na paznokcie palca serdecznego i kciuka. Nakładam je na drugą warstwę lakieru bazowego, kiedy ten jest jeszcze lekko wilgotny. Dociskam drewnianym patyczkiem lub po prostu palcem, a całość pokrywam top coat'em. Nie zdarzyło mi się, aby tak zabezpieczona ozdoba odpadła, a zazwyczaj nie szczędzę jej kontaktów z wodą.


Jest to też dobra propozycja na zdobienie do szkoły. Nie rzuca się w oczy, a jednocześnie jest bardzo dziewczęce i podkreślające fakt, że lubimy dbać o siebie i swoje paznokcie.


Pamiętajcie, że nie trzeba tworzyć bardzo skomplikowanych wzorków, aby mieć ładnie ozdobione paznokcie! Czasem mniej znaczy więcej.


Mam nadzieję, że choć część z Was zainspiruję do stworzenia czegoś na swoich paznokciach. Planuję, aby wpisy o tej tematyce pojawiały się w czasie weekendu, żebyście miały czas na poświęcenie kilku chwil na manicure :)

Pozdrawiam Was ciepło, 
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik].

11 czerwca 2015

Kolorowe Paznokcie #2: Miss Sporty Clubbing Color 1 Minute Quick Dry nr 110

Hej, hej, witajcie! ^^

Dziś przedstawię Wam pierwszy po blogowej przerwie lakier do paznokci! :D Tak, tak. Nadal mam bzika na punkcie lakierów i nadal będą one częścią tego miejsca.


Mój wybór padł na nowość od Miss Sporty. Producent postanowił wprowadzić do znanej serii Clubbing Color lakiery o nowych odcieniach i nowej, szybkoschnącej formule. Zapewnia, że manicure będzie gotowy po 60 sekundach. A ja postanowiłam to sprawdzić :D


Zdecydowałam się na kolor o numerze 110. Jest to piękny, wakacyjny, delikatnie cukierkowy, ale jednocześnie niezbyt nachalny róż. Jest po prostu cudowny. Taki w sam raz. Mam w swojej kolekcji kilkanaście odcieni różu, ale ten jest wyjątkowy.

Buteleczka zawiera 7ml lakieru i kosztowała około 7zł. 


Pędzelek jest typowy dla tej serii lakierów. Delikatnie zaokrąglony, ani za duży, ani za mały. Wygodnie się nim pracuje. Konsystencja lakieru jest z tych gęstszych, dzięki czemu łatwiej nad nią zapanować i nie rozlewa się na skórki.  


Pora ocenić to, na co pewnie najbardziej czekacie, czyli czas wysychania. Nie oszukujmy się, żaden lakier nie jest w stanie całkowicie wyschnąć w 60 sekund. Muszę jednak przyznać, że po upływie około dwóch do czterech minut pierwsza warstwa lakieru była sucha na tyle, że dotknięcie płytki paznokcia nie pozostawiało odcisku palca :)

Producent zapewnia również, że wystarczy pomalować paznokcie jedną warstwą, aby otrzymać długotrwały i błyszczący kolor. Na zdjęciach widzicie dwie warstwy bez żadnego top coat'u. Przyznaję, że kolor jest bardzo ładny i rzeczywiście błyszczący. Zaznaczam jednak, że przy jednej warstwie lakieru zdarzały się prześwity i kolor nie był aż tak intensywny i lśniący. 

Jak zawsze nie oceniam trwałości lakieru, gdyż wiele razy wspominałam, że jest ona uzależniona przede wszystkim od stanu naszych paznokci, tego czy użyjemy bazy pod lakier oraz czy pokryjemy go top coat'em. Wspomnę tylko, że moje doświadczenia z lakierami Miss Sporty są jak najbardziej pozytywne i nie mam problemu ze zbyt szybkim odpryskiwaniem.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego lakieru. Odcień jest prześliczny, a szybkoschnące właściwości choć nie są dokładnie takie, jak obiecuje producent to są jednak zauważalne :) 

Mam jeszcze jeden kolorek z tej serii i myślę, że pojawi się tutaj już niebawem :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.


Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik].

9 czerwca 2015

Gingerowe Pamiętniki #1 - "Dzień Zakupów i Wspomnień"

Hej, hej, witajcie! ^^

Przed Wami pierwszy wpis pod tytułem "Gingerowe Pamiętniki". Będzie dużo tekstu, dużo zdjęć, dużo selfie i cały ogrom wspomnień :D 


Wczoraj wybraliśmy się z Mężem na zakupy. Głównym powodem naszej wyprawy była premiera urodzinowego DVD naszego kochanego zespołu Dżem. Niecierpliwie czekaliśmy na to wydawnictwo, gdyż jest to pierwsze w naszej kolekcji DVD z koncertu, na którym byliśmy. Skoro już o tym wspominam, to przedstawię Wam kilka zdjęć z tamtego dnia, czyli z 7-go czerwca 2014 roku :)


Pogoda była piękna. W powietrzu było czuć zbliżające się wakacje. No i nasz nadchodzący ślub :) Bardzo miło wspominam ten czas. Koncert trwał aż 4 godziny! Na szczęście do Parku Śląskiego, na terenie którego odbywał się ten koncert mam 10 minut pieszo (do Pól Marsowych troszeczkę więcej), więc nie musiałam nigdzie dojeżdżać. Do domu wróciliśmy padnięci, ale też ogromnie szczęśliwi.

Powracając jednak do wczorajszego dnia... 


Zakupy oczywiście nie mogły się odbyć bez wizyty w Rossmannie :) Kawka i lody oczywiście również musiały zostać "zaliczone" :)

Pewnie interesuje Was zawartość siatki z Rossmanna ;)


Oprócz podstawowych rzeczy typu pasta do zębów, kupiłam również kilka produktów do pielęgnacji twarzy, szampon Babydream, nieśmiertelny krem Bambino i zmywacz do paznokci Isana. Jestem bardzo ciekawa nowości Ziai! W przyszłym tygodniu powinien pojawić się post z moimi pierwszymi wrażeniami z używania tych kosmetyków. 

Po zakupach wybraliśmy się w odwiedziny do mojej rodziny :) Jednym z powodów naszej wizyty była chęć przesłuchania kilku utworów z nowego DVD u mojego brata, który ma o wiele lepszy sprzęt audio niż my :) 


DVD, jak zawsze, zostało pięknie wydane. Wysoka jakość wykonania pudełka, świetny dźwięk i montaż. Bardzo miło było wrócić do tego dnia, przeżyć to jeszcze raz. Nowe DVD bardzo ładnie prezentuje się w towarzystwie innych płyt Dżemu :D Do dziś, kiedy patrzę na te pudełka żałuję, że nie mogłam być na koncercie z okazji 30-tych urodzin, ale za to odbiłam to sobie rok temu. Na następnych również będę!


U moich rodziców mieszka również pewien Pan, za którym bardzo tęsknię i który na tym zdjęciu ma minę typu "uśmiechnę się delikatnie, a ty cykaj tę fotkę szybciej kobieto i daj mi już te przysmaki!" :D


Przed wyjściem musiałam zrobić sobie selfie, a co! Tramposze Milki (nazwałam je tak przez kolor jaki mają) rządzą!


No i na koniec selfie z nowym nabytkiem. Możecie zobaczyć je również na moim Instagramie [klik].

Dzień zakończył się potężną burzą. Lubię burze, ale tej się bałam, serio. Była przepotężna, a na dodatek przyszła akurat wtedy, kiedy pierwszy raz od dawna mój Mąż poszedł do pracy na nocną zmianę i zostałam sama w domu. Brrr. Na samo wspomnienie mam dreszcze.

Przy okazji wspomnę, że dziś na moim kanale YouTube pojawił się nowy odcinek z Don't Starve, a już jutro zamierzam opublikować pierwszy odcinek z The Sims 4. 

Mam nadzieję, że polubicie takie wpisy :) Ja już je lubię, bo wiem, że kiedyś będą dla mnie pewnego rodzaju pamiątką. 

Pozdrawiam Was ciepło, 

Asia.

7 czerwca 2015

Puk, puk! Jest tu kto?

Hej, witajcie! ^^



<przedziera się przez pajęczyny i wyciera kurze>

Daaawno mnie tu nie było. Choć nie, muszę przyznać, że od czasu napisania ostatniego posta, zaglądałam tutaj codziennie. Blogowanie to nałóg i nie da się o nim ot tak zapomnieć. Mój pierwszy blog powstał wiele, wiele lat temu i od tego czasu regularnie powracam do blogowego świata.

Może na początek wspomnę co się u mnie pozmieniało. Tak naprawdę zmieniły się dwie, dość istotne rzeczy. Pierwsza to taka, że wyprowadziłam się od rodziców i mieszkam już na swoim. Druga zaś jest taka, że we wrześniu wyszłam za mąż :)

Powracając do tematu bloga... Nie wiem, czy zostanie on blogiem typowo kosmetycznym. Swoją przygodę z blogowaniem zaczęłam od bloga-pamiętnika. Jeden z nich jest chyba nawet dostępny w sieci. Obecnie, blogi w większości są ukierunkowane na jeden temat, co według mnie ma swoje plusy, ale ma też wiele minusów.

Na dzień dzisiejszy plan mam taki, żeby ten blog był po prostu mój. Będzie tutaj wszystko, co dotyczy mnie, mojego życia, moich zainteresowań. Postaram się, aby łączyło się to w jedną całość i było ciekawe i dla mnie i dla Was. Oczywiście nie odchodzę od tematów kosmetycznych i myślę, że to one nadal pozostaną motywem przewodnim tego bloga, ale z pewnością pojawią się tutaj wpisy o innej tematyce.

Przy okazji wspomnę skromnie, że niedawno zaczęłam działać na YouTube. Głównie dla siebie i dla zabawy. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale jeśli interesuje Was tematyka gier komputerowych to zapraszam na swój kanał [klik], który jak na razie raczkuje, ale mam już kilka pomysłów na jego rozwój i nowe serie let's play. 

Zapraszam Was również na mojego Instagrama [klik], który cały czas działa  i będzie działał.

Na razie nie mam konta na Facebooku, gdyż to co było usunęłam i obecnie nie widzę sensu zakładania go na nowo. Większość Czytelników odwiedza mnie przez swoje czytniki blogów lub przez przeglądarki szukając konkretnych tematów.

Myślę, że to już wszystko, co chciałam Wam przekazać w tym wpisie.

Ahoj, Przygodo! :D 

Do następnego!

Asia.